czwartek, 14 sierpnia 2014

Siódemka (Część Druga)

20 kwiecień

Jeden dzień leciał za drugim zostawiając po sobie jedynie pyłek wspomnień w mojej głowie. Tyle niespodzianek, tyle spełnionych koszmarów, tyle marzeń i snów, tyle miłości. Mówię, a przynajmniej staram się mówić coraz więcej. Doceniam każdy moment mojego życia, każdy uśmiech bliskiej mi osoby, każdy uśmiech losu, a nawet każdą porażkę, która zostawiała po sobie morał. Znów zaczęłam bawić się muzyką, tworzyć coś swojego, znów zaczęłam grać. Dużo rozmawiałam z Harry’m, ale wciąż nie dopuściłam go do siebie na tyle blisko. Czekał, cierpliwie czekał łapiąc każdą bliskość w pamięć i ciesząc się nią jak najdłużej. Oddychałam pełnią życia tworząc nową siebie.
Silniejszą, ale i nadal delikatną.
Cierpliwą.
Uśmiechniętą.
Odważniejszą, ale wciąż lekko nieśmiałą i niewinną.
Waleczną, ale i pokorną.
Asertywną, ale nieupartą.
Ambitną, ale bez przesady.
Kochającą życie.
Doceniającą każdy najmniejszy szczegół, który powoli buduje moje szczęście.
- Hej Lola, co robisz? – moje przemyślenia przerwał zachrypnięty głos loczka. Wbiegł żwawo na strych i rozglądną się. Zauważył mnie dość szybko. Skinął głową i opadł na niedużą sofę.
- Przeglądam teksty mojej mamy – odpowiedziałam kartkując po raz setny ten sam stosik kartek, zapisanych nutami i wersami wyrwanymi z kontekstu – Nie mogę się za to zabrać, wciąż mam wrażenie, że nie zrobię tego tak dobrze, jak ona – oznajmiłam szczerze. Rzuciłam wszystko na stół i schowałam twarz w dłoniach wzdychając.
- Ej mała, nie poddawaj się bez walki! – krzyknął oburzony chłopak – Potrafisz, tylko potrzebujesz wiary w siebie – dodał wstając i siadając tuż obok mnie. Pogłaskał mnie po plecach i przygarnął do swojego ciała – Pomyśl o tym, co jest dla Ciebie największą inspiracją i zastanów się jak możesz to wykorzystać – dodał zamyślony – I przede wszystkim bądź optymistycznie nastawiona, bo to jest podstawa sukcesu! Zrozumiano?
- Tak jest! – krzyknęłam śmiejąc się. Zawsze potrafił poprawić mi humor.
- A teraz pokaż, co tam masz. Może coś razem wymyślimy – spojrzałam na niego zaskoczona– Co dwie głowy to nie jedna, nieprawdaż? – kochany Harry. Zawsze wtedy, gdy go potrzebuje, on się pojawia.
-"Cały świat ogląda nas teraz

To jest trochę przytłaczające

Ale nie możemy się od tego uwolnić
Więc zróbmy coś niesamowitego
Więc zróbmy coś, aby zapamiętali
Używając jednego słowa
Nieprawdopodobne!" - zacytował kawałek piosenki, który niegdyś napisała moja mama - Co o tym sądzisz? Wydaje mi się, że ławo jest podłapać temat i coś dopisać - powiedział wciąż wpatrując się w kartkę - Podkład jako taki mamy, trzeba go tylko trochę dopracować, więc nie jest tak źle - dodał - Może skoczymy na dół? Na fortepianie dałabyś radę to odtworzyć - spojrzał na mnie pytająco, a ja jedynie kiwnęłam głową z uśmiechem. 
Zebraliśmy potrzebne nam rzeczy, ja jeszcze ze stołu zgarnęłam kubek z parującą herbatą i powoli zeszłam na dół. Harry po drodze coś nucił, ale nie za bardzo wiedziałam co. W domu panowała cisza. Może dlatego, że wszyscy wyszli załatwiać swoje ultra ważne sprawy. Sprawdziłam godzinę na zegarze wiszącym w holu by ocenić ile czasu mi zostało do przyjścia Monica'y. Miała przyprowadzić Emliy, teraz to ja w wolnym czasie się nią opiekuje. Ma u mnie w pokoju pudełko z zabawkami, które przyniosła z domu. Muszę przyznać, że spędzałam z nią dość dużo czasu, jeżeli oczywiście nie miałam żadnych zadań. Dave stał się jeszcze bardziej opiekuńczy i próbował mnie upilnować, ale szło mu dość ciężko. 
Usiadłam na wąskiej pufie i otworzyłam klapę odsłaniając błyszczące, czarno-białe klawisze. Westchnęłam. Tak dawno tu nie zaglądałam. Harry bez słowa wcisnął się obok mnie i rozłożył przede mną nuty. 
Palce zaczęły same sunąć tworząc melodie. Początek był krótki, ale wyrazisty. Proste dźwięki, wpadające w ucho.
-The whole world is watching us nowits a little intimidating/Cały świat ogląda nas teraz
To jest trochę przytłaczające - wyśpiewałam pierwsze dwa wersy, zgodnie z tym, co napisała moja mam. Wciąż grałam i wpatrywałam się w nuty w pełni się skupiając. 
- But since theres no way to come downlets give them something amazing lets make them remember/ Ale nie możemy się od tego uwolnić, więc zróbmy coś niesamowitego, więc zróbmy coś, aby zapamiętali - zaśpiewał niespodziewanie Harry. Złapaliśmy wspólny rytm.
- Using one word/ Używając jednego słowa - skończyłam zwrotkę patrząc prosto w oczy Harry'ego. 
- Incredible!Nieprawdopodobne! - wykrzyknęliśmy równo.
 Jego niesamowity wzrok wprost pożerał mój. Nie oderwaliśmy od siebie spojrzeń. Czułam jak dreszcze przechodzą mi wzdłuż kręgosłupa. Oczarował mnie. Moje ciało reagowało na niego tak intensywnie. Widziałam jak kąciki jego ust lekko unoszą się ku górze. Wyczuł moje onieśmielenie.
Przestałam grać, ale moje dłonie wciąż znajdowały się na klawiszach. Nie wiedziałam, co powinnam właściwie zrobić. Poczułam, że bardzo chce go pocałować. Pochyliłam się delikatnie w jego stronę. Przechyliłam głowę. On powtarzał każdy mój ruch. Oboje tego potrzebowaliśmy. Przestałam nad sobą panować. Chęć przebywania najbliżej jego jak się da opanowała cały mój mózg i ciało. Westchnęłam otumaniona jego zapachem i widokiem tych przesłodkich dołeczków, które ukazały się po chwili. Splótł palce naszych dłoni. Przysunęłam się jeszcze bliżej, pragnąć tej bliskości coraz bardziej. Przygarnął mnie szybko, opatulając moją talie ręką. Nasze torsy stykały się, wpasowując się w siebie niczym dwie idealne połówki. Stykające się nosy, gorący wręcz parzący dotyk i ta magia. Czułam jak w środku fala gorąca zalewa moje serce. 
- Nieprawdopodobne - szepnął Harry i złączył nasze usta w upragnionym pocałunku. 
Wargi delikatnie się ze sobą stykały i otulały siebie na wzajem. Czułam motyle wariujące ze szczęścia w moim brzuchu.  Poczułam jak gęsia skórka wędruje partiami na każdą część mojego ciała. Dreszcze wariowały w moim ciele. Fajerwerki szczęścia wybuchały w moim sercu wciąż wymuszając uśmiech na moich ustach. Uczucie nie do opisania. 
Wplotłam swoje palcem w jego i tak już podburzone włosy. Delikatnie i zmysłowo głaskałam jego głowę, fascynując się miękkością jego loczków. Jego ręka opatuliła mnie mocniej, a wzdłuż mojego kręgosłupa  przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Poczułam jak każdy mięsień mojego skołatanego ciała się spiął, co spowodowało dyskomfort. Lekko się odsunęłam, a moje usta odezwały się od jego spragnionych, malinowych warg. 
Podniosłam wzrok i spojrzałam w jego kocio zielone oczka. Panował w nich chaos. Błyszczały, a iskierki radości nie mogły się pomieścić. Cmoknęłam jego wargi, powoli i delikatnie, aczkolwiek subtelnie. Chciałam jakoś odwrócić jego uwagę od mojego wcześniejszego zachowania. 
- Kocham Cię - wyszeptałam, uśmiechając się promiennie. 
Otworzył usta by coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, bo przerwał mu dzwonek do drzwi. Od razu się zerwałam i pognałam do wejścia, spodziewając się Emily. Harry wybuchł gromkim śmiechem, po czym usłyszałam, że za mną biegnie. 
- Ja Ciebie też kocham - powiedział w momencie gdy zbliżaliśmy się do przedsionka. Nie czekając na moją reakcję poszedł otworzyć drzwi, zostawiając mnie oszołomioną  - Hej Monic'a - przywitał się z brunetką. 
Potrząsnęłam głową próbując się w ten sposób jakoś otrząsnąć. Gdy zrobiłam pierwszy krok, z przedpokoju wybiegła Emily, nadal ubrana w zimowy kombinezon. Jak mnie zauważyła, od razu wpadła w moje ramiona krzycząc głośno. 
- Hej szkrabie - szepnęłam jej do ucha - tęskniłaś? - zapytałam zdejmując jej czapeczkę. 
- Baldzo! - wykrzyknęła nieco sepleniąc. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam ją rozbierać z grubej kurtki- Co będziemy dziś robić? - zapytała. 
- Bawić się!


~*~



Lola: The whole world is watching us now/ Cały świat ogląda nas teraz
its a little intimidating/ To jest trochę przytłaczające
Harry: but since theres no way to come down/ Ale nie możemy się od tego uwolnić
lets give them something amazing/ Więc zróbmy coś niesamowitego
lets make them remember/ Więc zróbmy coś, aby zapamiętali
Lola: using one word/ Używając jednego słowa

Lola: Incredible!/ Nieprawdopodobne!
Harry: Incredible!/ Nieprawdopodobne!
Razem: Lets make them remember/ Więc zróbmy coś, aby zapamiętali
we were incredible/ My byliśmy niesamowici
simply incredible/ po prostu niesamowici

Harry: We even counted us out/ My zawsze liczyliśmy na siebie
we weren't sure we'd make it/ Nie byliśmy pewni czy się nam uda
Lola: But we've learned no matter what they dish out/ Ale nauczyliśmy się, bez względu na to, co mamy
its nothing, we can take it/ To nic, my to weźmiemy
We'll go down in history/ Przejdziemy do historii
Razem: They'll describe our love … as/ Oni opiszą naszą miłość jako
Incredible!/ Nieprawdopodobną!
Incredible!/ Nieprawdopodobne!
Lets make them remember/ Więc zróbmy coś, aby zapamiętali
we were incredible/ My byliśmy niesamowici
simply incredible/ po prostu niesamowici
\
Wspólnie zaśpiewaliśmy już skończoną piosenkę. Wciąż wpatrywałam się w jego lekko zaszklone oczy zszokowana tym ile uczuć w to wkłada. Był taki prawdziwy i wiarygodny, każde wyśpiewane przez niego słowo docierało w głąb mojego serduszka. Tak jakby mówił tylko do mnie. Czułam to, co czuje on.
Mała Emily siedziała obok i uśmiechała się uroczo zachwycona piosenką. Wciąż klaskała małymi rączkami. 
Gdy zakończyłam piosenkę powtórzeniem melodii z początku usłyszeliśmy gromkie brawa gdzieś za nami. Odwróciłam się i ujrzałam Dava i chłopaków. Uśmiechnęłam się nieśmiało. Harry złapał mnie za rękę i pociągnął lekko w górę, dając mi znak bym wstała. Podniosłam się z siedzenia i ukłoniłam się wraz z loczkiem. Objął mnie ramieniem i przyciągnął do swojej rozgrzanej sylwetki. Od razu poczułam dreszcze, które wybudził jego dotyk.


~*~

25 kwiecień

- Wiesz, że powinnaś śpiewać i komponować, prawda? – szepnął do mnie Harry.
Leżeliśmy razem w łóżku. Wpatrywaliśmy się w sufit zachwycając się chwilą i swoją bliskością. Westchnęłam zmęczona tematem, który cały tydzień wałkował ze mną Dave. Wszyscy wspólnie stwierdzili, że powinnam śpiewać, że mam ogromną szansę na karierę. Nie chce jej. Nie potrzebuje rozgłosu, tworzę dla siebie i dla mojej mamy. Wystarczy, że ona jest ze mnie dumna.
Przewróciłam się na prawy bok, odwracając się do loczka plecami. Zamknęłam oczy, udając, że zasnęłam. W ten sposób chciałam uniknąć rozmowy na temat, który przez ostatnie dni wydawał się jedynym, jaki poruszano w tym domu.
Komponowanie jeszcze brałam pod uwagę, bo to właśnie było takim moim połączeniem z mamą. Czasem jak pisałam miałam wrażenie, że ona siedzi obok mnie i głaska mnie po plecach. Gdy kończę piosenkę czuję, że jest ze mnie dumna. Chciałabym pójść w jej ślady i może kiedyś się zdecyduje. Ale śpiewanie odpada. Definitywnie.
Do mojego wujka nie trafiały żadne moje argumenty, a do mnie jego. To było jak odbijanie piłeczki, a żadne z nas się nie poddawało. Doskonale wiedział, dlaczego od razu odmówiłam, dlaczego chciałam zakończyć tę rozmowę jeszcze zanim się zaczęła. Znał każdą moją myśl w tym temacie, znał moje zdanie. Wszystko wytłumaczyłam mu bardzo dokładnie, a on dalej drążył temat doprowadzając tym do wielkiej kłótni, która potrafiła się ciągnąć przez kilka kolejnych godzin. Najgorsze było to, że chłopcy też nie odpuszczali i czasem tak od niechcenia przychodzili na strych ze mną porozmawiać. Niby zwykła rozmowa, a jednak schodziła na te same tory. Powiedziałam stanowcze nie i postanowiłam sobie, że choćby nie wiem, co nie ugnę się. Podjęłam decyzję.
Zaczęłam głośniej oddychać, ale spokojnie, tak by uwierzył, że śpię. Poczułam jak materac się poruszył. Zmartwiłam się, że sobie poszedł, więc nieznacznie uniosłam jedną powiekę, tak by nie zauważył. Moje oczy szybko przyzwyczajały się do ciemności, więc widziałam całkiem nieźle. Nigdzie go nie było. Nagle czyjeś dłonie spoczęły na mojej talii, przy okazji dając mi odpowiedź, gdzie jest zielonooki. Lekko się wystraszyłam i drgnęłam niezauważalnie. Loczki pochylającego się nade mną bruneta zaczęły lekko łaskotać moje policzki. Walczyłam z sobą by nie wybuchnąć śmiechem. Ściągnęłam usta zaciskając je mocno i dalej udawałam, że śpię.
- Księżniczko, oboje wiemy, że nie zasnęłaś – wyszeptał mi wprost do ucha. Ani nie drgnęłam – Masz pięć sekund, jak nie to zacznę stosować inne środki wybudzające – dodał. Nie wierzyłam mu, stara śpiewka – Raz, dwa, trzy… - ucichł na chwilę, nie widząc reakcji – Pięć!
Jego męskie dłonie objęły moją talie mocniej, a palce rozpoczęły tortury, wbijając się między żebra. Zaczęłam się wiercić, ale nie odezwałam się ani słowem. Wtedy znalazł mój czuły punkt. Nie wytrzymałam, wybuchłam donośnym śmiechem. Krztusiłam się śliną i przepraszałam. Błagałam o wybaczenie i próbowałam powstrzymać jego bezwzględne ręce, ale szło mi dość ciężko. Przewróciłam się na plecy. Zaczerpnęłam powietrza napychając nim płuca, do pełna. Jego twarz była tuż nad moją. Czułam, że on tego chce, że znów chce mnie pocałować. Moje ciało ponownie opanował strach. Podniosłam głowę delikatnie do góry i cmoknęłam jego malinowe usta. 
- Dobranoc - szepnęłam w jego wargi i odwróciłam się na bok przymykając powieki - Już czas spać - dodałam czując jak moje ciało się rozluźnia. Błogie otępienie opanowało mój mózg i pozwoliło odlecieć do miejsca, w którym wszystko jest łatwiejsze. Zasnęłam, jak niemowlak. 


~*~

Zsunęłam się z łóżka dość szybko, jak na mnie. Harry'ego nie było już obok mnie, więc albo poczekał aż usnę i poszedł do siebie, ale wstał trochę wcześniej. Ziewając przeciągle podeszłam do szafy i przeglądnęłam swoją garderobę. Czas w końcu wybrać się do szkoły i pozałatwiać wszystkie sprawy dotyczące powrotu. Zamierzam zacząć nowe życie pełną parą.
Podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież by sprawdzić jaka pogoda panuje na zewnątrz. Kalendarz pokazywał, że jest kwiecień, ale niestety pogoda lubiła się bawić z nami w ciuciubabkę. Powiało chłodem, który automatycznie podrażnił moją odkrytą skórę. Posmutniałam i zamykając okno wysiliłam mój mózg by skompletował jakieś ubranie na szybko.
Postawiałam na prostotę. Wierząc w to, że pogoda może się jeszcze trochę poprawi, naciągnęłam na nogi spodnie, rurki, z ciemnego dżinsu. Górę opinał zwykły biały top z krótkim rękawem i nieco wyciętym dekoltem. Na to sweter z guziczkami w kolorze ecru uszyty na drutach, nieco za duży. Włosy upięłam w zwykłego leniwego koka, rzęsty przeczesałam tuszem.

Zgarniając potrzebne mi rzeczy do torebki kierowałam się w stronę wyjścia z pokoju. Spojrzałam na zegarek zdobiący mój nadgarstek i zadowolona z czasu, który mi jeszcze został do wyjścia, zbiegłam na dół w pełni gotowa. Minęłam korytarz prowadzący do pokoi chłopaków i nie zwracając na nie szczególnej uwagi zmierzałam w stronę kuchni. Marzyłam o zatopieniu zębów w soczystym, zielonym jabłku. To takie moje poranne śniadanie, nigdy nie miałam ochoty na obżarstwo o tak wczesnej porze.
W pomieszczeniu kuchennym siedział już Niall i Liam. Zajadali się czekoladowymi kulkami z mlekiem. O czymś rozmawiali, ale z tego, co usłyszałam to nie było nic ważnego. Taka tam poranna pogawędka o niczym.
- Hej chłopaki - przywitałam się i kładąc pełną torbę na blacie ruszyłam w stronę tacy z owocami.
Zgarnęłam to czego pragnęłam od rana, a przy okazji do kubka wlałam trochę czarnej jak smoła kawy. Z lodówki wydobyłam mleko. Odruchowo sprawdziłam jego datę przydatności, bo w tym domu nie raz zdarzało się, że jedzenie było grubo po terminie. Uśmiechnęłam się widząc odpowiednie cyferki i od razu zalałam wcześniej nalaną ciecz. Blair zawsze się śmiała, że ja pije mleko z kawą, a nie kawę z mlekiem. Po prostu wystarczyło mi tylko trochę kofeiny by nie spać pół nocy. Wolałam nie przesadzać.
- A gdzie ty się tak wcześnie wybierasz, hm? - zapytał Liam przechylając talerz by wyjeść końcówkę mleka.
- Jadę do szkoły, mam kilka spraw do załatwienia. Zaległości mnie niestety gonią i z każdym dniem jest ich coraz więcej. Nie mam zamiaru już uciekać, nie chce być tchórzem - powiedziałam upijając kolejny łyk lodowatego płynu. Pewnie kawa była wczorajsza, ale to nic. Smakowała całkiem nieźle. Lekka goryczka zostawiała po sobie smak na języku, ale znałam ją na tyle dobrze, że nie przeszkadzała mi już tak bardzo.
- Może cię podwieźć? - zapytał Niall odkładając opróżniony już talerz do umywalki. Uśmiechał się przyjaźnie.
- Nie dziękuję, przejdę się - odpowiedziałam.

Dopiłam końcówkę energetycznego picia i zgarniając torebkę wyszłam z kuchni żegnając się z chłopakami skinieniem głowy. Nie miałam czasu, właściwie byłam już nawet lekko spóźniona, ale nie szłam na lekcję tylko do sekretariatu, więc nie przejmowałam się tym tak bardzo.
W przedpokoju naciągnęłam na stopy czarne, schodzone już botki, a na ramiona narzuciłam cienki jasnobrązowy płaszczyk. Chciałam już wyjść, ale ktoś mi przeszkodził...
-Lola? - odwróciłam się na dźwięk mojego imienia - Czy mogłabym iść z tobą? Potrzebuje z kimś porozmawiać... - szepnęła Megan. Jej oczy były lekko zaczerwienione, a ręce się delikatnie trzęsły. Wyglądała dość niepokojąco.
- Jasne - odpowiedziałam przyjaźnie.
Oparłam się o drzwi czekając aż się zbierze. To musiała być jakaś poważna sprawa skoro chciała rozmawiać właśnie ze mną. Rzadko kiedy się odzywała, raczej zazwyczaj siedziała cicho wtulona w Lou. Spokojna i skromna dziewczyna. Lubiła poimprezować, ale nigdy nie przeginała z alkoholem. Zawsze uśmiechnięta i optymistycznie nastawiona do świata. Zdawało mi się, że ona z brunetem nie mają żadnych problemów. Para idealna, która nie widzi po za sobą świata. 

~*~

Przechodziłyśmy przez park, który powracał do życia. Drzewa się lekko zazieleniły, a na końcówkach gałązek pojawiły się małe pączki. Ptaki śpiewały, a trwa stawała się taka lekka i poddawała się powiewom wiatru. Co prawda przydałoby się jej lekkie strzyżenie, ale na to jeszcze przyjdzie czas. 
W powietrzu unosił się zapach wiosny. Poczułam, że okres przemarzniętych stóp i grubych kurtek dobiegł końca, że to już za nami. Przyszedł czas na zmiany. Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech czując jak świeżość wypełnia moje płuca. Uśmiechnęłam się czując ciepło gdzieś tam w środku. 
Spojrzałam w bok i od razu oprzytomniałam. Megan szła obok mnie i nie odezwała się od kąt wyszłyśmy z domu, a sama prosiła o rozmowę. Nie bardzo wiedziałam czy powinnam naciskać, czy czekać aż ona sama zacznie opowiadać o tym, co jej leży na sercu. Odchrząknęłam dając jej niemy znak, że czekam. Podniosła głowę, a jej wzrok spoczął na mojej osobie. Po jej policzkach poleciały łzy. Od razu zaczęła je ocierać z nadzieją, że ich nie zauważyłam. Nie zastanawiając się dłużej przygarnęłam ją i zamknęłam w stalowym uścisku. Wtedy rozpłakała się na całego. Schowała twarz między moją szyją, a ramieniem i wypłakiwała swoje smutki. Nie naciskałam by przestała, nie prosiłam na siłę o wyjaśnienia, cierpliwie czekałam aż ten pierwszy atak minie i będzie w stanie mi powiedzieć, co się dzieje. 
Po kilku chwilach oderwała się ode mnie i popatrzyła mi prosto w oczy. 
- Lola... Ja... Ja - wychlipała niezrozumiale. Zaczęła ocierać łzy. Pociągnęła nosem i odsunęła się ode mnie. Spuściła głowę i znów utkwiła swoje spojrzenie w chodniku. Coś ją dręczyło, ale nie wiedziała jak mi to powiedzieć. Pogłaskałam ją po ramieniu by dodać jej odwagi - Jestem w ciąży - oznajmiła na jednym wdechu, a mnie wmurowało w ziemię. Spojrzała na mnie, a jej oczy od razu zaszły świeżymi łzami. Przygarnęłam ją do siebie ponownie i głaskałam po głowie.
- Będzie dobrze, obiecuje... - wyszeptałam sama nie wierząc w to, co mówię.


-----------------------------------------------------------------------
ASK!

Kontakt ze mną: yourselfbe950@gmail.com
Pamiętajcie o moim nowym blogu!
"Stwórzmy coś wspólnego"
Tutaj macie wszelkie informacje!
Osoby, które lubią współpracę i są pomysłowe oraz mają ochotę oczywiście, serdecznie zapraszam!
To dla mnie bardzo ważne i na prawdę chciałabym, żeby to ruszyło!
Całuje was mocno, Zaczarowana ♥

sobota, 12 lipca 2014

Sześć (Część Druga)

Sześć (Część Druga)
Wiele książek przeczytałam, wiele historii oraz opowiadań, fikcyjnych jak i tych opartych na faktach autentycznych. Czasem wierzyłam w to, co czytałam, czasem nie. Nigdy bym się nie spodziewała, że przydarzy mi się coś podobnego.
Usiadłam w salonie uprzednio układając ostrożnie kubki z herbatą na stoliku. Mała dziewczynka trochę się wstydziła i wciąż trzymała kurczowo rękę mamy. Wyglądała tak uroczo. Jej jasne włoski związane w radosne kucyki dodawały jej takiej lekkości i niewinności. Pod pachą miała brązowego misia, z czarnymi jak małe węgielki oczami. Wciąż go przytulała. Patrzyła na mnie z takim zainteresowaniem. Chciałam ją poznać.
- Nazywam się Monica - przedstawiła się - A to moja córeczka Emily - westchnęła. Żadna z nas nie zareagowała. Wyraz jej twarzy nagle się zmienił. Zastanawiała się, co właściwie chce powiedzieć, jak ma zacząć - Poznałam Olafa w małej knajpce, pięć lat temu - zaczęła opowiadać kobieta. Schyliła się po kubek z gorącą herbatą. Objęła go dłońmi i podmuchała lekko - Wydawał się taki czarujący. Opowiadał mi o swojej zmarłej żonie, o tym, że dopiero przyjechał do Londynu. Był taki wiarygodny, wierzyłam mu - zaśmiała się nerwowo - Głupia byłam.
- Mamusiu, nudzi mi się - szepnęła mała dziewczynka. Brunetka na nią spojrzała i pogłaskała ją po głowie.
- Chodź zaprowadzę cię na górę i włączę bajkę, okej ?- zaproponowała Blair i biorąc blondyneczkę za małą rączkę poprowadziła ją w stronę schodów.
- Kilka spotkań, zaskakujących randek, szczerych rozmów.. - przerwała spuszczając głowę. Włosy opadły jej na twarz zasłaniając ją. Było jej ciężko - Zakochałam się dość szybko. Do końca nie wierzyłam w swoje szczęście, on był taki cudowny... - Czy my na pewno mówimy o tym samym człowieku ?- Po tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży od razu do niego zadzwoniłam... Wtedy mnie zostawił i wyparł się tego dziecka... - słyszałam, że zaczęła pociągać nosem i szlochać - Dałam mu spokój, po tym co usłyszałam nie chciałam go nigdy więcej widzieć... - płakała. Nie mogłam się powstrzymać, odezwały się we mnie ludzkie odruchy. Usiadłam obok niej i objęłam ją jednym ramieniem. Zaczęłam pocierać dłonią jej plecy, tym gestem chciałam ją jakoś wesprzeć - Urodziłam córeczkę. Bardzo ją pokochałam. Zapomniałam o twoim ojcu i żyłam dalej, do czasu...- podniosła głowę i wtedy dostrzegłam jej zaczerwienione oczy. Dotknęła palcem jeden z siniaków na mojej ręce - To on prawda? - kiwnęłam jedynie głową - Widziałam w telewizji, że go poszukują. Zaciekawiło mnie to i zaczęłam szperać w internecie. Wszystko wiem... Dlatego tu przyszłam, chciałam cię poznać i wyznać ci prawdę - zakończyła swoją wypowiedź. Chwilę mi się przyglądała, ale widząc moje nieme przyzwolenie przytuliła mnie mocno - Pomyślałam, że będziesz chciała poznać swoją siostrę - wyszeptała.
Kiwnęłam głową bez słów. Zrozumiała mnie.

~*~

Monica siedziała z nami do wieczora, a z małą Emily od razu znalazłam wspólny język. Razem układałyśmy klocki, które znalazłyśmy z Blair w starych kartonach chłopaków, bawiłyśmy się w chowanego, w berka. Nie musiałam dużo mówić, a ona i tak mnie rozumiała, ja ją również.
- Lola, a przyjdziesz do mnie jutro? Pokaże ci jakie mam zabawki - powiedział blond aniołek. Uśmiechnęłam się szeroko i kiwnęłam głową. 
- Chodź skarbie, będziemy się już zbierać, bo zrobiło się późno - powiedziała Monica do swojej córeczki. 
- Odwiozę was - zaproponowała Blair. Od razu się zgodziły. 
Stałyśmy w przedpokoju. Ja ubierałam małą dziewczynkę. Ciągle mi opowiadała o swoich przyjaciołach z podwórka, ulubionych piosenkach, bajkach. Była cudowna i poprawiała mi humor. 
- To Lola, wpadniesz do nas jutro? - zapytała w końcu brunetka stojąc w drzwiach już gotowa do wyjścia. Kiwnęłam głową, a ona posłała mi radosny uśmiech. 
- To ja pójdę odpalić samochód, jak podjadę pod dom to za trąbie, żebyście wyszły - powiedziała Blair - A ty masz zamknąć dom na cztery spusty i czekać aż Dave wróci, zrozumiano - zwróciła się tym razem do mnie. Kolejny raz tego wieczoru skinęłam głową. 
Nagle drzwi się otworzyły i do korytarza wpadł Niall wyjadając z kartonu jakieś skrzydełka? Zauważył małą dziewczynkę, która uśmiechała się do niego radośnie i zamarł w jednej chwili. Zatrzymał się w wejściu i na niego wpadli wszyscy po kolei. 
- Mógłbyś się ruszyć z łaski swojej, bo tu jest cholernie zimno! - ktoś krzyknął. 
- Ej, ej tylko bez takich - upomniała ich Monica. Każdy kto wchodził do środka, automatycznie zmieniał wyraz twarzy na zdziwioną. Wzięłam Emily na ręce, bo wszyscy nie zmieścilibyśmy się w tym małym przedpokoju. 
- Co to za dziecko? - zapytał Harry. Machnęłam ręką, mając na myśli, że opowiem mu potem. 
Usłyszeliśmy klakson samochodu Dave'a, co oznaczało, że Blair już czeka. Dziewczyny zaczęły się szybko zbierać. 
- To Lola wpadnij do nas jutro. Mam twój numer, więc wyśle ci później sms'a z adresem. Śpij dobrze kruszyno - pocałowała mnie w policzek i biorąc małą na ręce zaczęła przepychać się do wyjścia - Dobranoc wszystkim! - krzyknęła za siebie stojąc już na ganku.
Wtedy zauważyłam, że na stoliku obok wejścia leży miś, którego tak bardzo kochała blondynka. Do wejścia nie miałam szans dobiec w tak krótkim czasie. Złapałam ją w dłoń.
- Monica! - krzyknęłam zachrypniętym głosem. Wszystkie oczy spoczęły na mojej osobie, a brunetka od razu się zatrzymała - Zapomniałyście misia - dodałam. Struny głosowe, które przez ostatni miesiąc były nieużywane chyba się ucieszyły. Co prawda miałam mały problem, bo były lekko zastane, ale dawałam radę. Czułam się dobrze z tym, że wydobyłam z siebie jakiś dźwięk.
Podbiegłam do drzwi i podałam małemu aniołkowi misia. Wyciągała po niego swoje chudziutkie rączki. Od razu się uśmiechnęła. 
- Śpij dobrze - szepnęłam jej do ucha i pocałowałam ją w czoło. 

~*~

- Czy ja dobrze zrozumiałem? Ona jest twoją siostrą? - zapytał po raz setny Louis. Kiwnęłam głową. Całą historię opowiedziała im Blair. Ja jedynie leżałam na sofie i tuliłam się do poduszki - W sumie nie tak dokładnie, bo przecież on nie jest twoim ojcem - dodała po chwili. Znów przyznałam jej rację skinięciem głową. Więzy krwi były dla mnie nie ważne, ja ją już kochałam. 
Zakaszlałam czując jak moje struny głosowe wracają do życia. Westchnęłam i złapałam się za szyję. Pokręciłam głową i spojrzałam na Harry'ego. Złapałam jego wzrok i dyskretnie skinęłam głową na schody. Chciałam z nim porozmawiać sam na sam, jak zawsze. Uśmiechnął się i puścił mi perskie oczko.
Wstałam i ziewnęłam przeciągle.
- Idę spać - wyszeptałam krótko. Nadal miałam problem z mówieniem.
Wszyscy powiedzieli mi dobranoc, a loczek uśmiechnął się znacząco. Podreptałam po schodach na górę. Po drodze ściągnęłam skarpety i zaczęłam rozpinać bluzę. Chciałam jak najszybciej wskoczyć pod prysznic, a później porozmawiać z zielonookim. Ledwo zamknęłam drzwi od strychu, zaczęłam zrzucać z siebie ubrania, pozostawiając je na ziemi.
Ciepła woda rozluźniała moje zmęczone ciało, po tych biegach z Emily na prawdę nie miałam sił. Szybkie przygotowanie się do snu, naciągnięcie na siebie piżamy i przetransportowanie się do łóżka. Wpęzłam pod cieplutką kołderkę i przykryłam się nią po uszy. Westchnęłam przeciągle i spojrzałam na zegarek. Harry'ego nadal nie było. Trochę się martwiłam, bałam się, że usnę.
Przymknęłam powieki i oddałam się swojemu światu myśli w całości. Przypominałam sobie cały dzień w zwolnionym tempie. Każdy uśmiech małej blondynki, każdą chwilę, w której czułam się szczęśliwsza.
- Lola? - wyrwał mnie z zamyślenia czyjś szept. Obróciłam głowę w bok i zobaczyłam loczka, który pochylał się nade mną - Myślałem, że śpisz i już miałem sobie pójść- oznajmił. Uśmiechnęłam się i widząc jego niepewność klepnęłam miejsce obok siebie. Podciągnęłam kołdrę do góry by dać mu do zrozumienia, że może pod nią wejść. Na strychu pomimo ogrzewania było chłodno, a nie chciałam, żeby się rozchorował. Wszedł po nią z uśmiechem. Nie wiedział jak ma się ułożyć, więc przyjął pozę "na żołnierza". Ręce wzdłuż tułowia.
Wzięłam głęboki wdech i przysunęłam się w jego stronę odnalazłam jego dłoń spoczywającą na materacu i złapałam ją. Chciałam się przytulić i poczuć zapach jego jabłkowego szamponu. Odwrócił głowę w moją stronę zdziwiony, uśmiechnęłam się jedynie przegryzając wargę. Zrozumiał mój prosty przekaz i jednym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Od razu wtuliłam się w jego bok. Poczułam jak jego ręka owija się wokół mojej tali i spokojnie na niej spoczywa.
- Myślałam, że będziesz ze mną rozmawiała - wyszeptał głaskając mnie po głowie.
- Niech przemawiają gesty, tak jest o wiele fajniej - szepnęłam i zamknęłam oczy znużona.

~*~

- Wiesz mamusia wczoraj czytała mi książeczkę o księżniczce - oznajmiła Emily układając lalkę Barbie do plastikowego łóżka. Przykryła ją niemiłą w dotyku kołdrą i pogłaskała po głowie - Ukłuła się w palec i zasnęła, a później pocałował ją książę, i się nagle obudziła - opowiadała - I żyli długo, i szczęśliwie - skończyła klaszcząc w rączki - Czemu żyli szczęśliwie? Przecież wcześniej też musieli być szczęśliwi. To co razem są bardziej? - zadała dość dziwne i poplątane pytanie. Na początku nie miałam pojęcia, co mam jej powiedzieć. 
- Bo widzisz, jak dwie osoby się kochają to są najszczęśliwsze na świecie - powiedziałam.
- I to jest miłość tak? - zadała kolejne pytanie. 
- Tak. Miłość jest najpiękniejszym uczuciem jakie można odczuwać, warto na nią czekać nawet całe życie. Pamiętaj o tym maluchu - powiedziałam może zbyt mądrze. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ona może mnie nie zrozumieć, bo jest za mała. 
Uśmiechnęła się jedynie i wróciła do zabawy nie dopytując.
- Lola? Mogę Cię prosić na chwilkę? - nagle do pokoju weszła Monica ze zmartwionym wyrazem twarzy i telefonem przy uchu. Od razu podniosłam się z podłogi i wyszłam z nią do przedpokoju - Wiem, że nie wypada tak pytać, znamy się dopiero dwa dni, ale czy mogłabyś zająć się małą? Wypadła mi ważna sprawa w pracy, a moja mama nie może się nią zająć. 
- Jasne, tylko czy mogę ją zabrać do siebie ? - odpowiedziałam i zapytałam jednocześnie. Spodobał mi się pomysł opieki nad Emily, bardzo ją polubiłam i chętnie spędzę z nią trochę więcej czasu.
- Oczywiście, wpadnę po nią wieczorem, okej? - kiwnęłam głową - spadasz mi z nieba - dodała i uścisnęła mnie mocno.

-----------------------------------------------------
Kolejny rozdział z serii "powiało nudą". 
No, ale co poradzić. Pojawiła się nowa bohaterka, która będzie się przewijała przez kolejne rozdziały. Zdjęć nie wstawiam, jej postać pozostawiam waszej wyobraźni :) 
Chciałam was jeszcze raz zaprosić na mojego nowego bloga: Przeznaczenie
Jest on o nieco innej tematyce, bo wprowadziłam do niego wątki magiczne. 
To jest historia, których połączyła miłość, ale nie tylko. 
Nie będę zdradzała więcej, bo chce byście zajrzeli. 
Dziś pojawi się pierwszy rozdział, więc serdecznie zapraszam! 
Tutaj macie zwiastun : 

Następny rozdział, najszybciej jak się da! 
A i kochane ja za tydzień jadę do Chorwacji na dwa tygodnie i nie wiem jeszcze jak tam będzie z internetem, ale spokojnie coś wykombinuje. 

Całuje was mocno, Zaczarowana

niedziela, 29 czerwca 2014

Pięć (Część Druga)

Ubrałam się dość ciepło, bo na dworze dominował wiatr, a temperatura z każdą minutą spadała w dół. Bez przekonania otworzyłam frontowe drzwi i od razu tego pożałowałam. Poczułam jak każda część mojego ciała drży z zimna. Nie poddając się jednak, uśmiechnęłam się do Harry'ego i wyszłam na ganek. Dreptałam w miejscu czekając na loczka, który jeszcze musiał się po coś wrócić niespodziewanie. Gdy długo go nie było postanowiłam ruszyć w stronę bramy.
Pomimo wiatru było widać, że przyroda budzi się do życia. Przysiadłam na ławeczce w ogrodzie i przymykając powieki wzięłam głęboki wdech, napawając się świeżym powietrzem.
- Lola?! - usłyszałam nawoływania. Wychyliłam się delikatnie i od razu ujrzałam postać Harry'ego wychodzącą zza krzaków. Wydawało mi się, że jest lekko poddenerwowany - Wystraszyłaś mnie! Nie znikaj tak nigdy! - krzyknął i siadając obok mnie na drewnianej desce niepewnie objął mnie ramieniem.
Spięłam się, ale tylko na początku. Później dałam mięśniom wytchnienia i rozluźniłam je, przekonując mój rozsądek, że jestem bezpieczna. Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na jasnobłękitne niebo, a na nim białe, puchowe chmury poruszające się wolno niczym żółwie. One lustrują nas ludzi i gdy im przykro płaczą.
Kocham patrzeć na niebo, kocham badać jego każdy nawet najmniejszy skrawek, kocham wierzyć, że tam na jednej z chmur siedzi moja mama i właśnie się do mnie uśmiecha.
- O czym myślisz ? - zapytał loczek. Nie spodziewał się odpowiedzi, więc to pytanie było zbędne. Szturchnęłam go by zwrócić jego uwagę i pokazałam palcem w górę. Zrozumiał.
- Myślisz, że anioły istnieją ? - zapytał po chwili ciszy - Jak byłem mały mama mówiła, że babcia jest tam u góry i na mnie patrzy. Pamiętam jak zawsze wpatrywałem się w niebo wierząc, że tam gdzieś ona jest i właśnie mi macha tylko ja tego nie widzę, bo jestem człowiekiem - opowiedział z taką szczerością. Tą cechę w nim lubiłam, rzadko kiedy przy mnie kłamał.
Uśmiechnęłam się szeroko czując, że znalazłam bratnią duszę.

~*~

Gdy tylko weszliśmy do domu wiedziałam, że coś się zmieniło. W powietrzu unosił się zapach niedawno pieczonego biszkopta, a płytki w korytarzu świeciły się jeszcze niewyschniętą wodą, którą naniosły czyjeś buty. Przy pomocy Harry'ego zdjęłam kurtkę i powoli, niepewnie szłam w stronę salonu. Słychać było jakieś szepty i dziwne pomruki. Obróciłam się by zobaczyć, gdzie jest loczek. Okazało się, że stąpał za mną z ogromnym uśmiechem na twarzy, rozglądając się na boki. Coś się święciło, był za radosny i podekscytowany.
Gdy tylko wystawiłam głowę zza framugi moim oczom ukazała się cała nasza domowa rodzinka. Byli ubrani bardzo kolorowo i różnorodnie. Nad wejściem na taras wisiała wielka kartka z napisem "Sto lat!". Roni w dłoniach trzymała okrągły tort przyozdobiony perełkami w kolorze miętowym. Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia, a jednocześnie z dezorientacji. Rozglądałam się po pomieszczeniu, ale niczego prócz balonów i sempertyn się nie doszukałam. Wszyscy równo zaczęli śpiewać, najgłośniej jak potrafili. Wyszło im to całkiem nieźle, pewnie dlatego, że robią to na co dzień. Do mnie nadal nie docierała sytuacja, która miała miejsce. No tak przecież ja jakieś dwa tygodnie temu miałam urodziny! To była impreza na moją część, dla mnie. Uśmiechnęłam się szeroko. W tej samej chwili poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Spojrzałam w górę by zobaczyć właściciela owej ręki. Był nim oczywiście nie kto inny tylko Harry. On też śpiewał patrząc mi prosto w oczy. Nagle ktoś odchrząkną, by zwrócić naszą uwagę.
Louis zza pleców wyciągnął drugi tort, który przyozdobiony był czekoladowymi wizerunkami sprężynek, które chyba miały przypominać loczki. 1 luty, Harry! Zapomniałam przez to, co się działo dookoła mnie przez ostatni miesiąc. Zrobiło mi się głupio i wtedy nie na niego spojrzałam. Nie wydawał się zły, był zaskoczony, czyli się nie spodziewał. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w policzek w ten sposób składając mu życzenia. W jego oczach rozbłysł ten doskonale mi znany radosny blask. Tęskniłam za nim.
Usłyszeliśmy kilka miłych i ciepłych słów oraz mnóstwo życzeń, którymi aż ociekaliśmy. Wciąż się uśmiechałam, szczerze. Budowałam w sobie takie bezpieczeństwo, jakim mnie opatulali zewsząd. Śmiech, miłość oraz brak smutku- to tego poszukiwałam w każdym kącie tego domu. Chyba w końcu mi się to udało.
- Lola zjesz może trochę tortu czekoladowego ? - zapytała Blair krojąc krągły placek na ćwiartki. Ochoczo pokiwałam głową.
Niall i Louis bili się o to, kto dostanie największy kawałek. Ostatecznie trafił on w ręce Harry'ego, który od razu udał, że liże go po całej długości. Widząc zdziwione miny chłopaków uśmiechnął się i rzekł : Zaklepane. Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet ja się cicho zaśmiałam.

~*~

Leżenie w łóżku już nie sprawiało mi takiej przyjemności jak wcześniej. Czułam, że jestem w nim w jakiś sposób uwięziona. Przewróciłam się na prawy bok, a łzy, które cisnęły mi się do oczy wypłynęły momentalnie bez ostrzeżenia. Nie wiedziałam o co chodzi i dlaczego właściwie płaczę, ale poczułam taką ulgę. Uśmiechnęłam się do blasku księżyca w pełni, wpadającego przez okno wprost na moją twarz. Mama.
Przewróciłam się na drugą stronę i zauważyłam jakąś ciemną postać stojącą przy schodach. Lekko podskoczyłam zlękniona. Cofnęłam się trochę w tył wciąż utrzymując jakiś kontakt wzrokowy z postacią zbliżającą się.
- To ja, Zayn - powiedział. Od razu się rozluźniałam, ale byłam na niego trochę zła o to, że mnie tak wystraszył.
Usiadł obok mnie na łóżku. Widząc moją zapłakaną twarz od razu nachylił się do przodu i powoli zbliżając rękę dotknął mojego policzka. Była taka przyjemnie ciepła. Otarł ściekające łzy zmartwiony. Uśmiechnęłam się by go nieco uspokoić.
- Co robisz mała? - zapytał, z kapką nadziei, że jednak odpowiem. Kiwnęłam głową na łóżko, na którym siedzieliśmy - Nie masz ochoty rozmawiać? - padło kolejne pytanie. Wzruszyłam ramionami obojętnie - Chodź coś Ci pokaże - poprosił i wyciągnął dłoń w moją stronę. Złapałam ją niepewnie i podniosłam się z łóżka.
Dreptałam za nim niepewnie. Zeszyliśmy w dół do salonu, który był pusty. Zayn zaświecił lampkę stojącą przy sofie i powędrował w stronę fortepianu stojącego w rogu pokoju. Nie byłam przekonana do jego pomysłu, bo widząc, co robi zrozumiałam, co chce mi pokazać. Usiadł na małej "pufie" przy rozciągniętych przed nim czarno-białych klawiszach i poklepał miejsce obok siebie. Opadłam na nią, ale tyłem do instrumentu. Nie naciskał.
- Nauczysz mnie grać? - zapytał delikatnie. No tak, przecież on nie umie..
Westchnęłam i odwróciłam się przodem. Kiwnęłam głową z uśmiechem i położyłam palce na wybranych klawiszach.


Przy pierwszych dźwiękach czułam się bardzo niepewnie, dlatego grałam je nieco wolniej. W końcu zamknęłam powieki i zaczęłam wygrywać swoje uczucia. Poczułam taką nieodpartą chęć tworzenia tej muzyki. Palce przemieszczały się po całej długości, tak na prawdę same decydując, gdzie zatrzymają się na dłużej. Zayn widząc, że jest mi trochę z nim niewygodnie, bo muszę daleko sięgać wstał i stanął na skos, i wpatrywał się we mnie. Wciągnęłam się. Czułam potrzebę wyżycia się w ten sposób, takiego wyrzucenia z siebie wszelkich problemów, które ciążyły mi już od dawna. Pomagałam sobie muzyką, zawsze tak było, tylko tym razem o tym zapomniałam.
Wcześniej, jak jeszcze mieszkałam z ojcem, też się nią wspomagałam. Nie raz specjalnie spacerowałam obok sali muzycznej, w szkole, żeby tylko usłyszeć trochę tej sztuki. Wtedy się uspokajałam i trochę więcej uśmiechałam.
Broniąc się przed nią rękami i nogami sama sobie zaszkodziłam, może gdyby ona wtedy wciąż mi towarzyszyła szybciej bym się podniosła i zaczęła działać? Może miałabym na tyle sił by od niego uciec gdzieś w dal. Przecież kiedyś znalazłabym Dave, bo nic nie dzieje się przypadkiem. Może moje życie by było o wiele lepsze? Może byłabym szczęśliwa?
- Lola? - ktoś przerwał moje rozmyślania. Przestałam grać i obróciłam się za siebie. Stali tam wszyscy, w piżamach, w szortach, dresach...Obudziłam ich! Zrobiłam wielkie oczy i już chciałam zacząć przepraszać, ale zostałam uprzedzona - Warto było wstać - oznajmił Dave.
- Widzisz mówiłam Ci, że ten fortepian się jeszcze przyda - zapiszczała radośnie Blair uśmiechając się słodko, tak jak tylko ona potrafi.
Spuściłam głowę lekko speszona, ale pomimo wszystko uśmiechnęłam się lekko.

~*~

Dzień zapowiadał się całkiem nieźle, sądząc po słonecznym poranku. Gdy otworzyłam oczy poczułam chęć zrobienia czegoś nowego, czegoś czego nie robiłam już od dawna. 
Naciągnęłam na stopy grube skarpety i zbiegłam na dół, bo czułam jak mój brzuch wariuje z głodu. W kuchni nikogo nie było, może dlatego, że chłopcy z Dave'em polecieli do studia. Pewnie niedługo znów będą musieli wyjechać, bo przerwali niedawno trasę z mojego powodu niestety. 
Przygotowałam sobie kakao i grzanki z dżemem, po czym usiadłam przy stole. Włączyłam mały telewizor kuchenny, który kupił wujek i rozkoszowałam się przemiłym powitaniem na ekranie. Nagle do pomieszczenia wpadła Roni z Blair, zawzięcie o czymś rozmawiając. Widząc mnie były bardzo zaskoczone. 
- A ja się właśnie zastanawiałam, dlaczego tak ładnie pachnie - szepnęła do mnie narzeczona wujka i od razu powędrowała po dzbanek z zimną już kawą. Z obserwacji wiem, że pijała taką codziennie rano. To pewnie te gorące korzenie...
- Mi też nalej - poprosiła Roni siadając na krześle i podkulając bose nogi. Ziewnęła przeciągle i spojrzała na zegarek na ścianie na przeciwko - Za godzinę mam trening, a tak mi się nie chce iść - zaczęła sobie narzekać. Rano to u niej normalne, zresztą u każdego w tym domu. Tu zawsze wszyscy są niewyspani i zmęczeni życiem, ale taka rola karierowiczy. 
Zaśmiałam się cicho dopijając chłodne kakao. Wstałam z krzesła i odłożyłam do umywalki brudne naczynia. 
- A ty Lola, co zamierzasz dziś robić? - zapytała wesoło Blair przekrajając pomidora na pół. Wzruszyłam ramionami, ale radośnie - To może pomożesz mi przy obiedzie - zaproponowała, a ja ochoczo przystałam na jej propozycje. 

Wspólnie posprzątałyśmy kuchnie i oglądnęłyśmy jakieś bajki, który leciały, śmiejąc się głośno. Wspólnie stwierdziłyśmy, że kiedyś kręcono o wiele lepsze historyjki dla dzieciaków, były nieco mądrzejsze i z morałem. No, ale gdy w końcu Roni się wybrała i miała wychodzić ktoś zadzwonił do drzwi. Oczywiście otworzyła, ja stałam akurat za nią. 
- Dzień dobry - powiedziała niewysoka brunetka. Obok niej stała mała, może trzyletnia dziewczynka w kucykach, która głaskała misia trzymanego w rącze. - Czy tutaj mieszka Lolitta Patterson ?- jej pytanie mnie zaskoczyło i zbiło z pantałyku. 
- Tak - odpowiedziała Roni i przesunęła się lekko by kobieta mogła mnie zobaczyć. Nie wydawała się zaskoczona, tak jakby mnie znała - A o co chodzi ? - zapytała podejrzliwie moja przyjaciółka. 
- Chciałam z nią porozmawiać - oznajmiła. Przypatrywała mi się dłuższą chwilę - To ty prawda? - kiwnęłam głową - Znałam twojego ojca.. A to twoja siostra...- wskazała na ową dziewczynkę. 

--------------------------------------------------------
No i mamy kolejny rozdział. Moim zdaniem jest trochę nudny, ale o gustach się nie dyskutuje. 
Wakacje się zaczęły, a ja już chce szkołę.. Wiecie jak trudno jest żyć dwa miesiące bez chłopaka! Koszmar, ale cóż takie życie, nie wszystko idzie po naszej myśli. 
Mam nadzieję, że nie jesteście złe, że dodaję tak późno, bo w ostatniej chwili coś mi wyskoczyło... Musiałam wszystko odłożyć i wyjść z domu. 
Zamierzam założyć nowego bloga. Już właściwie go nawet wizualnie stworzyłam, ale co do fabuły to nie jestem pewna. Jeszcze się zobaczy :) 
Jak coś to dam wam znać :)


Mój mail : yourselfbe950@gmail.com
Chętnie z kimś popiszę i się poznam, także jak macie ochotę to piszcie!

Całuje was mocno, Zaczarowana 

sobota, 14 czerwca 2014

Cztery (Część Druga)

17 marzec

Miejsce, do którego pawałam czystą nienawiścią rozciągało się przed moimi oczami. Różniło się nieco. Żółto-czarne taśmy ciągnęły się wzdłuż ścian i zabezpieczały te miejsca, których wspomnienia przyprawiały mnie o łzy.
Weszłam do środka. Czując ten swąd moje ciało zareagowało dreszczem. Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam kolejny krok przed siebie. Musiałam stanąć z tym oko w oko. Byłam gotowa. Czułam, że nie dam się zaskoczyć i zniszczyć doszczętnie szczątków tego, co po mnie zostało.
- Tu leżałaś, prawda? - spytał policjant w średnim wieku. Mówił spokojnie, a przez jego ton przemawiało współczucie. Widział jak się trzęsę, a owo pomieszczenie wywołuje we mnie strach i przerażenie, które lekko zaczęło mnie paraliżować. Kiwnęłam głową.
Towarzyszyła nam dobrze mi znana pani psycholog od siedmiu boleści. Zgodziłam się na to przedsięwzięcie pod warunkiem, że nie będę musiała się odzywać. Miało to polegać na tym, że on zadaje pytanie, a moja odpowiedź ograniczała się do kiwnięcia głową bądź wskazania czegoś.
- Co robił po wejściu ? - kolejne denne pytanie wypełniło moje uszy. Zmusiłam mózg do przypomnienia sobie wymaganej informacji. Nie było ciężko, rany wciąż były świeże. Wskazałam krzesło na przeciwko posłania.
Kobieta stojąca obok policjanta nabazgrała coś w swoim zeszycie, po czym znów wlepiła we mnie swoje zaciekawione oczy. Nie miała pojęcie, co czuje, dla niej to była jedynie sensacja.

Całe oględziny trwały ponad godzinę. Pewnie siedziałabym tam dłużej, gdyby nie pani psycholog, która kategorycznie zabroniła dalszych pytań z powodu stanu w jakim się znajdowałam.
Wyszłam z budynku, który kiedyś był moim domem, może nie ukochanym, ale jednak. Mijając zgraje wszystko wiedzących fotografów wsiadłam do samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Czułam jak smutek zaczyna dopadać moje ciało, a łzy domagają się wypłynięcia na powierzchnie. Zmuszona do zatrzymania ich zaczęłam szybko mrugać powiekami.
Chyba mi się udało, bo kierowca i mój wujek nie zareagowali.
- Podjedziemy do studia, dobrze? - zapytał mnie Dave uprzejmie. Okazywał mi tyle miłości i zrozumienia. Ta cecha łączyła go z mamą. Kiwnęłam głową wysilając się na miły uśmiech. Wyszło jak zawsze, czyli sztucznie.
Spuściłam głowę i wpatrywałam się w ekran mojego telefonu. Na tapecie miałam małe czerwone serduszko na czarnym tle. Wyglądało tak samotnie. Jak ja. Mała czerwona, zraniona kropeczka pośród całego świata, czarnego i przerażającego.
Starając się nie myśleć za wiele zablokowałam ekran i przeniosłam wzrok na widok za oknem. Wyłączyłam się.

~*~

W studiu jak zawsze było wiele ludzi, którzy nie zwracali na nikogo uwagi. Każdy zajmował się sobą i swoimi obowiązkami. Kroczyłam za wujkiem rozglądając się po znajomych pomieszczeniach. Nie zatrzymując się weszliśmy do pomieszczenia, które znałam lepiej niż, którekolwiek inne.
Chłopcy stali za szybą i śpiewali pewnie jakąś nową piosenkę. Może tą, o której mi wspominał Harry ostatnio. Dużo o niej mówił. Chwalił się, że wspólnie ją napisali, ale pomysł był jego.
Wpatrywałam się w jego skupioną twarz i zastanawiając się o czym śpiewają. Nagle wujek jakby mi czytał w myślach poprosił Paul'a by włączył muzykę z głośników.
Spokojna melodia, która rozluźniała mięśnie i uspokajała duszę. I te słowa...

You and I/ Ty i ja
We don't wanna be like them/ Nie chcemy być jak oni
We can make it 'till the end/ Możemy doprowadzić to do końca
Nothing can come between/ Nic nie może stanąć pomiędzy
You and I/ Tobą i mną
Not even the Gods above/ A nawet bogowie nad nami
Can seperate the two of us/ Nie mogą rozdzielić naszej dwójki 


Patrzył mi prosto w oczy i miałam wrażenie, że te słowa są kierowane właśnie do mnie. Oddychałam powoli i spokojnie, a serce waliło mi szybko, równo z sekundnikiem wybijający sekundy na zegarze obok. Piosenka trwała, chłopcy śpiewali, ale już ich nie słyszałam. Jedynym dźwiękiem jaki huczał w mojej głowie był rytm wybijany przez moje serce.

- Lola? - zapytał łagodnie Paul szturchając mnie w ramię. Wybudziłam się z transu, w jaki wprowadziła mnie spokojna i kojąca muzyka oraz chrapliwy głos Harry'ego. Westchnęłam zamyślona i uśmiechnęłam się delikatnie - Chciałabyś może mi pomóc? - zapytał.
Kiwnęłam głową. Przysiadłam na jakimś drewnianym stołku obok wielkiego fotela i przyjrzałam się wszystkim suwakom i przyciskom. Brunet podał mi wielkie, czarne słuchawki, które od razu założyłam na głowę.
Dźwięki rozchodziły się po moich uszach, a ja odruchowo przesuwałam niektóre suwaki wczuwając się w melodię. Czułam się lepiej robiąc to, co kocham. Zabawa dźwiękami mnie uszczęśliwiała.
W końcu gdy uzyskałam zamierzony efekt wcisnęłam guzik, który pozwalał by wszyscy dookoła słyszeli, co się dzieje za szybą. Poczułam taką dumę, gdyż melodia i słowa się zgrywały oraz były czyste. Oczywiście brak im było jeszcze końcowej obróbki, która nadaje spektakularny efekt całej kompozycji, ale jak na same początki nagrywania było całkiem nieźle.
Dave się do mnie uśmiechnął i pokazał mi kciuka wystawionego do góry, gest ten symbolizował, że jest okej.
W duszy uradowana znów spojrzałam w stronę szyby.
Znów trafiłam na refren, czyli część, którą śpiewał Harry.
Znów serce mocniej mi zabiło.
Szmaragdowe oczy wpatrywały się w moje błyszczące ze wzruszenia ślepia i emanowały radością.
Był szczęśliwy, bo to, co robił sprawiało mu radość.
Wszystko ucichło. Cisza zalała moje uszy i wypełniła mój mózg. Spowolnione ruchy nie pomagały mi w zrozumieniu sytuacji. Ktoś westchnął. Ktoś się zaśmiał. Trzask. Melodia. Ciepło.
Nim się spostrzegłam byłam w ramionach loczka, a co najlepsze to ja się w niego wtuliłam. To ja do niego podeszłam. To ja przerwałam nagranie, tylko po to by go przytulić. Usłyszałam w lewym uchu przesłodki chichot i poczułam ciepło na policzku.
- Wariatko ty - szepnął do mnie tak bym tylko ja mogła usłyszeć jego słowa.

~*~

Najpierw koszulka - powtórzyłam sobie w myślach. Idąc za swoim zamiarem skrzyżowałam ręce na dole bluzki, łapiąc przy tym końce materiału w dłonie. Sprawnym ruchem pociągnęłam ją w górę i przecisnęłam przez nią głowę.
Spodnie - kolejna czynność, którą wykonałam w zadziwiająco szybkim tempie. Podświadomie bałam się chwili, która miała nadejść. Przerażała mnie myśl, że to zobaczę, że będę musiała to zaakceptować.
Biorąc głęboki wdech, w samej bieliźnie, podeszłam do ogromnego lustra, które stanowiło kawałek drzwi mojej szafy. Zacisnęłam powieki ze zdenerwowania. Nabrałam powietrza do ust i wypuściłam go ze spokojem. Próbowałam się uspokoić, pomogło.
Uchyliłam jedną powiekę i pierwsze, co dostrzegłam to blade i wychudzone ciało. Miałam wrażenie, że nie płynie w nim krew. Było takie nie żywe. Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc i myślałam, że się zakrztuszę. Automatycznie otworzyłam szeroko oczy gotowa do kaszlu, ale coś mnie powstrzymało.
Dostrzegłam całe swoje ciało w szklanej tafli. Talie okrywał gips, który chronił moje zrastające się żebra. Na nogach było kilka rozcięć i żółte, już gojące się, siniaki. Były ogromne. Na boczku miałam ogromny plaster, który zasłaniał ranę. Była to blizna, którą ten tyran rozszarpał na nowo. Brzuch również pokryty był licznymi zadrapaniami, goiły się już powoli. Odwróciłam się tyłem i wtedy dostrzegłam na lewej łopatce ogromnego krwiaka. Pamiętam jak bolał, chyba najbardziej z tych wszystkich zadanych mi ciosów. Błyszczał się lekko, gdyż niedawno smarowałam go maścią wspomagającą gojenie się i niwelującą ból.
Właściwie całe ciało pokrywały liczne siniaki i kilka ran. Czułam jak moje oczy niebezpiecznie się błyszczą, czułam te łzy, które z każdą chwilą coraz bardziej chciały wyjść na powierzchnie. Połknęłam ślinę i zacisnęłam powieki blokując nadchodzącą fale płaczu. To nic nie dało, zanim się obejrzałam siedziałam na ziemi i zalewałam się histerycznym płaczem. Wiedziałam, że nie wyglądam dobrze, wiedziałam, że moje ciało jest pokiereszowane, ale wciąż odsuwałam od siebie myśl, że aż tak bardzo. Odważyłam się zobaczyć prawdę, nie żałuje.


~*~


"Kochana Mamo, 

Rany na ciele powoli się goją i pozostanie po nich niewielki ślad, gorzej z tymi rysami w moim umyśle. Nie umiem sobie poradzić z rzeczywistością. Często czuje strach przed ludźmi i tym, co mnie czeka. 
Boję się, że coś pójdzie nie tak jakbym chciała. 
Boję się, że on znów się pojawi. 
Boję się, że znów ktoś odejdzie. 
Boję się, że zostanę z tym wszystkim sama, na zawsze...
Wszystko wygląda jakoś inaczej... A może to ja inaczej to dostrzegam..
Wszędzie widzę ciemność i w każdej spotkanej osobie doszukuje się jakiegoś spisku przeciwko mnie... Chyba powoli wariuje. "


Odłożyłam zeszyt, zgasiłam lampkę i przykryłam się szczelnie kołdrą, nadal jak małe dziecko lękając się tego, co może być pod łóżkiem. Przymknęłam powieki i uspokajałam ciało. Czułam jak każdy mięsień powoli się rozluźnia i oddaje się w ręce odprężenia. Zadowolona z tego, że nie będę musiała długo leżeć mruknęłam cicho i wtuliłam się bardziej w poduszkę. W mgnieniu oka odleciałam do krainy snów.


~*~

Miałam wrażenie, że idę w mgle, tak gęstej jak bita śmietana. Przedzierałam się przez nią z przeczuciem, że gdzieś tam niedaleko jest cel mojej podróży. Pomagałam sobie dłońmi, torując drogę. 
Nagle owa mgła zaczęła się przerzedzać, a na jej końcu dostrzegłam nieduży, błękitny blask. W tej chwili zrozumiałam, gdzie jestem. Zaczęłam coraz szybciej przebierać nogami chcąc jak najszybciej się z nią zobaczyć. To na pewno ona mnie tu przeniosła w śnie, jak zawsze. 
Dostrzegłam ją w chwili, w której przeszłam przez owe światło. Stała w swojej białej sukni z delikatnym dekoltem. Jej ciemne włosy opadały kaskadami na kościste ramiona. Uśmiechała się tak jak zawsze, radośnie, ale i z troską. 
- Witaj śmieszko - powiedziała aksamitnym głosem, którego dźwięk od razu sprawiał, że chciało mi się uśmiechać. Podbiegłam do niej i rzuciłam się w jej ramiona. O dziwo udało nam się przytulić, a ja ją czułam, tak prawdziwie. 
- Mamo - szepnęłam w jej objęciach. Poczułam się o wiele lepiej. Jak ona była obok wszystkie smutki i zmartwienia jakby odpływały. 
- Tak bardzo się o Ciebie martwiłam...  - oznajmiła bardzo poważnie. Doskonale wiedziałam o czym mówi i, co ma na myśli. Posmutniałam na wspomnienie tamtych chwil, ale tylko na krótki moment - Przepraszam, że tak późno zainterweniowałam, ale tu w niebie również panują zasady, których jako twój anioł stróż muszę przestrzegać - powiedziała krzywiąc się delikatnie. Wyglądała tak młodo. 
- Tęskniłam - szybko zmieniłam temat, nie chcąc rozmawiać o tamtych zdarzeniach. Chyba zrozumiała mój niemy przekaz, bo od razu się uśmiechnęła i wskazała ręką skarpę z chmury, na której wspólnie usiadłyśmy. Nogi zwisały sobie swobodnie w przepaść. 
- Ciężko Ci, prawda? - zapytała po chwili ciszy. 
- Tak... - szepnęłam - Ale próbuję się jakoś pozbierać - dodałam podnosząc kąciki ust do góry, tworząc coś na wzór uśmiechu. Przyciągnęła mnie do siebie i otuliła ramieniem - Mamo, powiedz mi dlaczego to akurat mnie się przydarzyło? Przecież było już tak dobrze... - znów wyszeptałam ze łzami w oczach. Czułam, że zaraz się rozkleję. No, ale z kim mam o tym rozmawiać jak nie z nią? 
- Widzisz kochanie... Bóg zsyła na nas to, co możemy udźwignąć.. Widocznie stwierdził, że to jest ci w jakimś stopniu potrzebne - odpowiedziała. Z jednej strony byłam zła, że broni woli bożej, a z drugiej powoli dochodził do mnie fakt, że ma trochę racji. 
- Ale to mnie zniszczyło, ja nie umiem się podnieść... - powiedziałam niepewnie. Po policzkach poleciały pierwsze słone kropelki. 
- Tylko mi tu nie płacz! - wykrzyknęła troskliwie mama ocierając łezki - W niebie wszyscy mają się uśmiechać - dodała zalecając się do swoich słów. 
- Jak będzie teraz wyglądać moje życie? Przecież.. - chciałam dokończyć, ale przerwał mi palec przytknięty do moich warg. 
- Pamiętasz, co Ci kiedyś powiedziałam na ten temat? - zapytała retorycznie. Pokręciłam przecząco głową - Nie można szczęśliwym uczynić całego życia, ale można... 
-....uczynić obecny dzień - dokończyłam za nią, przypominając sobie to zdanie. Faktycznie dość często je powtarzała - Masz rację - przyznałam, uśmiechając się szeroko. Te słowa do mnie trafiły na nowo. 

Siedziałyśmy tak dość dużo czasu, przynajmniej tak mi się wydawało. Rozmawiałyśmy na wszystkie tematy i wciąż się śmiałyśmy. To spotkanie podniosło mnie na duchu i wzmocniło. 
- Mogę Ci zadać pytanie..? - zapytałam niepewnie. Kiwnęła głową wpatrując się we mnie zaciekawionym wzrokiem - Dlaczego nie powiedziałaś mi, że umierasz? Dlaczego dowiedziałam się tak późno? - zadałam dręczące mnie od lat pytanie. Nie mówiłam tego z wyrzutem, nie miałam jej tego za złe. W końcu kochałam ją całym sercem. 
- Widzisz.. Nie chciałam by ten czas, nasz czas, był naznaczony końcem, chorobą. U ciebie była nadzieja na to, że jeszcze wszystko będzie dobrze, u mnie jej już nie było. Czułam się z tym okropnie, dlatego nie chciałam Ci jej zabierać - odpowiedziała głaszcząc mnie po głowie - Jesteś całym moim sercem... - szepnęłam i niespodziewanie złożyła długi pocałunek na moim czole... 

~*~

Rano obudziłam się z takim przekonaniem, że dziś muszę zrobić wszystko by ten dzień był udany, by mama przestała mieć wyrzuty sumienia. Chciałam jej pokazać, że potrafię się podnieść i żyć dalej. 
Małymi kroczkami, do celu - takimi słowami mnie pożegnała.Wzięłam sobie każdą jej radę prosto do serca. 
Wyczołgałam się spod ciepłej kołderki i pobiegłam na bosaka do łazienki. Przemyłam twarz letnią wodą i rozczesałam moje skołtunione włosy. Zostawiłam je rozpuszczone, bo wiedząc, że coś zasłania moje siniaki na karku i szyi, czułam się pewniej. 
Na nogi naciągnęłam leginsy w kwiatki, a na górę założyłam zwykłą białą koszulkę z drugim rękawem. Stopy odziałam w ocieplane skarpetki, a na ramiona narzuciłam grubszy, szary sweter. W domu było dość zimno. 
Zbiegłam po schodach na dół i od razu zaglądnęłam do salonu. Na sofie leżał rozwalony Niall i spał, a w tle leciała jakaś kreskówka. Na fotelu obok siedział, tyłem do mnie, Liam. Oglądał i jadł kanapki z czekoladą. Nawet mnie nie zauważył. Uśmiechnęłam się i powolnym krokiem weszłam do kuchni. Tam było o wiele więcej osób. Coś szeptali, ale gdy tylko pojawiłam się w drzwiach, ucichli. 
- Cześć Lola - powiedział wesoło Malik, uśmiechając się radośnie. Odwzajemniłam uśmiech, o dziwo szczerze. 
- Zjesz z nami ? - zapytał Harry, wskazując na cały talerz naleśników - Sam robiłem - dodał i on również uśmiechnął się słodko. Już miałam odmówić, ale w jednej chwili przypomniał mi się widok mojego ciała. Skóra i kości.
Na to wspomnienie od razu kiwnęłam głową i usiadłam na wolnym miejscu. Nałożyłam na talerz jednego placka i posmarowałam go dżemem truskawkowym, który zostawiła nam babcia. Nie cackając się z widelcem wzięłam zawijasa w dłoń i ugryzłam kawałek. Był pyszny. Rozpływał się w ustach, ale za razem był bardzo chrupiący i wysmażony. 
Blair i Dave patrzyli na mnie z uśmiechem, pewnie dlatego, że dawno nie widzieli jak coś jem. 
- Poszłabyś ze mną na spacer? - nagle zapytał loczek. Spojrzałam na niego podejrzliwie. Kiwnął zachęcająco głową i przegryzł dolną wargę, zapewne ze zdenerwowania. 
Kiwnęłam głową i zabrałam się za skończenie naleśnika. 

--------------------------------------------------------
Rozdział jest trochę denny i nudny, ale muszę jakoś zacząć wprowadzać, coś na wzór równowagi. 
Znów pojawiła się mama, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że dzięki tym objawieniom ta historia jest lekko fantastyczna. 
Ale w sumie gdyby nie ona, to Lola w wielu sprawach by sobie nie poradziła. 

Mam do was OGROMNĄ prośbę. 
Obserwatorów wciąż przybywa i przybywa i jest was tu dość sporo, ale komentarzy jest niewiele, jak na tylu obserwujących.. 
Więc prosiłabym by komentowało więcej osób, bo nie jestem pewna czy kończyć tę historię.. 
Może ona się już wam znudziła? Może nie jest już na tyle interesująca? 

Proszę was zastanówcie się i dajcie mi znać w komentarzach :)
No, a teraz jeszcze chciałam przeprosić za zwlokę z tym dodaniem rozdziału, ale musiałam się trochę zająć szkołą no i miałam kursy na weekendach :)
No, a tak wgl to pochwalę się wam, że mam 5 z polskiego! 
Jestem z siebie taka dumna! Bo u tej pani na prawdę nie jest łatwo. Uwierzyła we mnie i już nawet jako jednej z niewielu wpisała mi tą ocenę długopisem! 

Ale się rozpisałam! 
Jeżeli chcecie poznać kogoś nowego, bądź po prostu ze mną popisać to zapraszam!
Mój mail: yourselfbe950@gmail.com

Miłego weekendu i udanego tygodnia skarby! 
Całuje was mocno, Zaczarowana


niedziela, 25 maja 2014

Trzeci (Część Druga)

Dom. Mój dom.
Miejsce, w którym podświadomie czuję się bezpiecznie i nie doszukuje się spisków.

Łóżko, które kocha i zawsze przyjmie.
Ściany, które emanują radością.
Pomieszczenia, które kryją w sobie wspomnienia, dobre i złe.
Sofy, które przesiąknięte są sekretami.
Gitara, która daje mi uśmiech.
Łazienka, która przyprawia mnie o dobry nastrój.
To jest, to czego nie ma żaden szpital.
Dom to również ludzie, których towarzystwa nie brakowało mi nigdy. Niestety pojawił się inny problem.... Ja po prostu nie potrzebowałam ich towarzystwa. Wręcz starałam się ich sprawnie odrzucić, tłamsząc w sobie późniejsze wyrzuty sumienia.
Owszem czasem miałam ochotę z kimś posiedzieć, ale jak szybko ona nadchodziła, tak szybko zamieniała się w wątpliwość. Bałam się spędzać z kimkolwiek czas, nie chciałam rozmawiać. Nic mnie tak nie cieszyło jak kiedyś, a każdy poranek sprowadzał na mnie coś w stylu udręki.

Kolejne ciche śniadanie.
Cichy odpoczynek.
Kolejny cichy obiad.
Cichy odpoczynek.
Kolejna cicha kolacja.
Cichy odpoczynek.
Cichy prysznic.
Cichy wieczór.
Cichy sen.
Cicha noc.

Dzień w dzień to samo. Rutyna, która z jednej strony cholernie mi ciążyła, a z drugiej dawała takie poczucie stabilności i bezpieczeństwa.
Czasem wpadał Harry. Polegało to na tym, że ostrożnie badał moje reakcję, a jak już zrozumiał, że się nie boję siadał obok mnie na łóżku i mówił. Po prostu narzucał na mnie stertę informacji, czasem na prawdę nudnych i bezsensownych. To dawało mi odpoczynek. Wyłączałam wtedy wszelkie myślenie, wszelkie wspomnienia, wsłuchiwałam się w jego melodyjny głos i kodowałam każde słowo.
Kilka razy, gdy czułam się wyjątkowo źle, zdarzyło mi się do niego napisać wiadomość, by przyszedł. Ani razu się nie odezwałam. Nie dopytywał, nie zadawał mi żadnych pytań, nie okazywał mi litości. Uśmiechał się, czasem żartował, a w takich momentach nawet mi czasem udało się uśmiechnąć. Poprawiał włosy, tak jak tylko on potrafi.
Chyba dodawał mi otuchy w tym wszystkim. Mówię chyba, ponieważ nie jestem pewna, co dawała mi jego obecność...

Moje ciało wciąż obklejone było różnymi opatrunkami, a moje biedne żebra nadal scalały się powoli, co wiąże się z gipsem. Obok łóżka stał stojak, na którym wisiał woreczek z przeźroczystym płynem, to on przez ostatnie dni dawał mi siłę. Mało jadłam.
Dziwiło mnie tylko jedno. Dlaczego nie przychodzi do mnie policja? Może to ostatnia rzecz, o której powinnam pomyśleć, ale na prawdę mnie to niepokoiło. Często uspokajałam się, że tego powodem jest to, że nic nie mówię i oni o tym wiedzą. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że powinni próbować, mają taki obowiązek. Chyba.
Wszystko było takie niejasne, takie przerażające.
Tak bardzo bałam się świata, który mnie otaczał.

~*~

Weszłam do kuchni małymi krokami rozglądając się na boki. Chyba nikogo nie było. Zostawili mnie samą?
Odłożyłam na blat telefon i zaczęłam przeglądać szafki w poszukiwaniu czegoś smacznego, a konkretniej mojej ukochanej czerwonej herbaty. Gdy nadzieja na to, że się nie skończyła zaczęła powoli odpływać dostrzegłam ją na lodówce. Zaśmiałam się w duchu do siebie, przecież zawsze tam ją zostawiałam. Nic się nie zmieniło.
Postawiłam wodę, zalałam wrzątkiem torebkę, a następnie czekałam aż się zaparzy.
Naciągnęłam na dłonie sweter, od tego porwania uporczywie starałam się zasłonić każdy nawet najmniejszy skrawek mojego ciała. Nosiłam dresy, jakąś bluzkę, a na to rozciągniętą bluzę. Zakryta = bezpieczna.
W lodówce znalazłam spray z bitą śmietaną. Nacisnęłam lekko spust i odrobina wyleciała mi na palec. Włożyłam go do ust i oblizałam ze smakiem. Nie chciałam więcej, więc z powrotem odłożyłam go na poprzednie miejsce. Szurałam papciami po płytkach, co wydawało nieprzyjemny dźwięk, który następnie odbijał się od wszystkich ścian. Ruszyłam w stronę schodów z gorącą herbatą. Spojrzałam w stronę salonu.
Wtem w oknie ujrzałam twarz.
Konkretnie jego twarz.
Piwnica, gwałt, krzyk, płacz.. 
Powietrze zatrzymało się w moich płucach, a serce ze zdumienia stanęło.
Uśmiechał się tak obleśnie jak wtedy. Krzyknęłam łapiąc powietrze.
Upuściłam kubek.
Roztrzaskał się u moich stóp na małe kawałeczki.
Wrzątek prysnął na moje nogi.
Kolana odmówiły mi posłuszeństwa.
Upadłam na pupę.
Przytuliłam się do zgiętych nóg i zachodziłam się płaczem.
Zostaw mnie... szeptałam pod nosem.

- Lola ?! Co się dzieje?! - ktoś wbiegł do domu, krzycząc. Myślałam, że to on. Wszystko zlewało mi się w całość. Ogromna plama, która nie pozwalała mi nic dostrzec.
Zakrztusiłam się łzami i zaczęłam pokaszliwać.
Ktoś klęknął obok mnie i podniósł moje ręce. Od razu przestałam kaszleć.
Opadłam na tą osobę, a ona przytuliła mnie mocno.
Czułam, że jestem bezpieczna. Znałam ten zapach.
Lekko nami kołysał uspokajając mnie.
- Dzwoń na policję! Mamy go! - kolejne słowa jakie usłyszałam. Ledwo do mnie dotarły przez błonę, która chroniła mnie przed światem.
Później wszystko działo się już bardzo szybko. Zostałam odniesiona na strych, położona na łóżku i uspokajana jakąś nuconą melodią. Następnie doszły mnie dźwięki syren. Kilka lekkich szarpnięć. Nie mogłam otworzyć oczu, czułam, że zasypiam. Pamiętam jeszcze, że ktoś dotykał moje nogi. Zapadłam w niespodziewany sen...

~*~

"Szmata, szmata, szmata...! 
 Nie śpij do cholery!
 Głupia pizda, za kogo ty się masz!
 Obudź się kurwa!
 Otworzyłam oczy. On. Obleśny wzrok. Obleśny uśmiech. Najbardziej znienawidzona przeze mnie  twarz.
 Wpatrywał się we mnie bezczelnie. 
 Zaczęłam odpychać go rękami, ale on sprawie je unieruchomił. 
 Uderzył mnie w twarz. 
 Będziesz teraz grzeczna, czy jeszcze raz?..."

Przebudziłam się. Po moim czole spływała stróżka kleistego potu. Odruchowo starłam go wierzchem dłoni. Uchyliłam jedną powiekę i poczułam coś nieprzyjemnie piekącego na łydkach. Przerażona chciałam usiąść, ale czyjaś ręka mi to uniemożliwiła. 
- Oblałaś się wczoraj herbatą. Lekarze ci je opatrzyli, to tylko maść - powiedział spokojnie ktoś obok, a właściwie wyszeptał. Kiwnęłam delikatnie głową, ale nie za bardzo wiedziałam kto to może być. 
Błona, która wciąż mnie chroniła, nie chciała do mnie dopuszczać niczego.
Ostatnimi siłami przekręciłam głowę w bok i ujrzałam delikatny uśmiech, przyozdobiony dołeczkami. Oraz ciemne loczki okalające jego twarz. Uśmiechał się delikatnie, a jego zęby błyszczały niczym sznur białych pereł. Odważyłam się na niewinny uśmiech, który sprawił, że w jego oczach błysnęła ulga.
Siedział na skraju mojego łóżka nie za bardzo wiedząc jak powinien się zachować. Czułam taką niemą prośbę o bliskość. On jej potrzebował.
Poklepałam miejsce obok siebie dając mu znak by się położył. Zrobił to bez zawahania. Leżeliśmy na plecach w ciszy. Nie przeszkadzała mi ona. Poczułam jak przysuwa powoli dłoń do mojej. Wzięłam głęboki wdech i wykonałam pierwszy ruch. Splotłam nasze palce i w jeden sekundzie poczułam spokój, i bezpieczeństwo.
To on był tą błoną, to on mnie chronił i dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Wydawało mi się, że sama ją wytworzyłam, ale to nie prawda. Gdy on był obok uspokajałam się.
Ścisnęłam mocniej jego palce, a po moich policzkach popłynęły łzy. Łzy szczęścia. Od razu je zauważył. Usiadł i rozłączając nasze dłonie spojrzał na mnie od góry. Nie bałam się, nie jego.
- Co się dzieje? Wystraszyłem Cię? ... Przepraszam.. - szepnął przestraszony. Traktował mnie jak małą porcelanową laleczkę, która w każdej chwili może się zbić. Taka byłam.
Znów się uśmiechnęłam, ale teraz szczerze. Pociągnęłam go za rękę i na wewnętrznej stronie jego dłoni narysowałam palcem kontury serduszka. Zrozumiał mój przekaz od razu, bo jego usta wygięły się w radosnym uśmiechu.
- Ja ciebie też kocham - szepnął i cmoknął mnie w wierzch dłoni.

~*~

Zegar wskazywał godzinę szesnastą. Słyszałam śmiechy dochodzące z salonu, co oznaczało, że wszyscy tam siedzieli. Niepewnie robiłam kroki po schodach starając zachowywać się jak najciszej potrafiłam. W połowie drogi usłyszałam rozmowę, która dotyczyła mojej osoby. Zatrzymałam się w pół kroku i skupiłam się by usłyszeć choć trochę. 
- Dobrze, że go złapali - powiedziała bodajże Roni. 
- Lola wie, że on na prawdę tu był ? - zapytał ktoś inny, mężczyzna. 
- Nie - odpowiedział Harry. 
Czyli to mi się nie przywidziało, on na prawdę był w ogródku i mógł mnie zaatakować znów. Ten koszmar mógł wrócić...
Piwnica, gwałt, krzyk, płacz.. 
Oddech ugrzęzł w moim gardle na wspomnienie tego koszmaru. Przysiadłam oszołomiona. Przymknęłam powieki i starałam się nabrać powietrza w płuca. Gdy mi się to udało z oczu wypłynął wodospad łez. 

Znów, Znów, Znów...
Dziwka, dziwka, dziwka... 
ZEMSTA! 

Te wszystkie słowa rozchodziły się w moich uszach tworząc przerażające echo. 
Ten głos.
Ten uśmiech. 
Te oczy. 

- Lola! - znajomy krzyk wyrwał mnie z amoku. Wiedzieli, że słyszałam, że wiem i, że przeżywam. 
Wspomnienia wracały i zasłaniały mi obraz. Przysłaniały mi rzeczywistość. 
- Nieee! - krzyknęłam najgłośniej jak umiałam, chcąc odsunąć od siebie wszystkie te przeraźliwe obrazy. Kręciłam głową i uporczywie zaciskałam powieki, ale to nic nie dawało. One były w mojej głowie i wracały z ogromną siłą. 
Czytam w twoich myślach 

  I znam twoją historię.

 Widzę, przez co przechodzisz.
 To uciążliwa wspinaczka
 I przykro mi ale
 I Ty będziesz musiał przez nią przejść.
 Nie poddawaj się,
 Bo możesz wygrać - zanucił kawałek mojej piosenki. Słysząc słowa, które napisałam sama, które przypominały mi o mamie, zbudowałam w sobie ogromną ścianę i zaczęłam nią wszystko odpychać. Zacisnęłam zęby i powieki zwalczając w sobie te wspomnienia.

Szybki oddech, serce walące w piersi. Spokój, rzeczywistość. Udało mi się.
Otworzyłam oczy i pierwsze, co zobaczyłam to Harry'ego, który wciąż śpiewał moją piosenkę. Położyłam ręce na jego ramionach i przyciągnęłam go do siebie. Wtuliłam się w niego. Tym gestem chciałam mu podziękować, że mnie z tego wyciągnął.
Czułam jego silne dłonie na plecach, czułam się znów bezpiecznie.

------------------------------------------------------
No i mamy rozdział! 
Przepraszam was za to, że trochę z tym zwlekałam, ale jak wiadomo problemy ma każdy. 
Ja się ze swoimi staram uporać i chyba idzie mi całkiem nieźle. 
Dam radę! Zawsze daje! 

No, ale wracając. Rozdział podoba mi się tak średnio, ale włożyłam w niego całe moje serce, więc mam nadzieję, że to docenicie i, że wam się spodoba. 

Jeszcze jedna sprawa! Usunęłam gg, więc jedyny kontakt do mnie to mail! 
yourselfbe950@gmail.com

ASK!

Całuje was mocno kochane, Do następnego!
Zaczarowana ♥


Copyright © 2016 HOPE , Blogger