Dziesiątka (Część Druga)

*Oczami Harry'ego*

Otworzenie oczu stało się dla mnie nie małym problemem. Wszystko zlewało się w czarną plamę, a siła, którą zawsze w sobie znajduje rankiem, odwróciła się do mnie plecami i odmówiła współpracy. Coś musiało się wczoraj wydarzyć, coś zrobiłem skoro nawet ona postanowiła wyprzeć się na mnie. I wtedy poczułem pulsujący ból uderzający w skronie. Alkohol. Musiałem wczoraj pić i to sporo, bo tylko wtedy ten oto nieprzyjaciel postanawia złożyć mi wizytę. Spróbowałem przewrócić się na drugi bok by uniknąć palącego słońca, które nieustannie atakowało moją skórę. 
Podniosłem jedną powiekę czując, że powoli odzyskuję panowanie nad swoim ciałem. Wzrokiem szukałem zegarka, który wskazałby mi godzinę. Wyglądałem jak kret i tak się właśnie czułem. Jak otępiały mieszkaniec podziemia. 
Na szafce nocnej leżały dwie tabletki przeciwbólowe i duża szklanka wody. Obok spoczywała mała biała karteczka, ale jeszcze było zbyt wcześnie, żeby cokolwiek czytać. Jednym sprawnym ruchem zgarnąłem tabletki i nie zastanawiając się połknąłem je najszybciej jak się dało. Marzyłem o ujarzmieniu tego okropnego bólu. 

"Ja też Cię kocham Harry. Mam nadzieję, że Ci pomogą. Lola"

*Oczami Loli*

Nigdy nie czułam się taka zmęczona. Zajęcia w szkole dłużyły mi się niemiłosiernie, a sen, który wciąż ciążył na moich powiekach nie dawał za wygraną. Kolejny spacer do automatu po gorącą kawę, która da mi sztuczną energię, wymęczył mnie doszczętnie. Nie spałam, bo nad nim czuwałam - to wydaje się dobra wymówka. Tłumaczyłam się sama przed sobą, a to zdarzało mi się dość rzadko. Tym razem rozum się zbuntował, głośno mówił to co sądził. Uważał, że nie powinnam wyciągać pierwsza rękami pomimo wszystko, że źle zrobiłam pomagając Harry'emu. Natomiast serce jak zawsze mnie wspierało w moich wyborach. Kochałam go, a ono to rozumiało i wręcz kazało mi porozmawiać z nim o zaistniałej sytuacji. Nie zamierzam popełniać kolejnego błędu. Chce wykorzystać tą szanse na miłość, pogmatwaną, ale jednak miłość.

~*~

- Skarby jedziecie z nami na zakupy? - zapytała Blair wchodząc do salonu. Znów siedzimy na tyłku przed telewizorem. Tym razem się jednak nie nudzę, bo nie pozwala mi na to zadanie z matematyki, które dręczy mnie od jakichś dwóch godzin. Na szczęście mam trzech, starszych nauczycieli, którzy są jak najbardziej chętni do pomocy. 
- O dobrze, że jesteście musimy wam coś oświadczyć - oznajmił Lou wstając z kanapy. Spojrzał na uśmiechniętą od ucha do ucha i rumianą Meg, która kiwnęła głową - Zamierzamy się wyprowadzić -Wszyscy byliśmy w lekkim szoku, ale w sumie każdy wiedział, że to prędzej czy później nastąpi - Niedługo będziemy mieć dziecko, chcemy się usamodzielnić i stworzyć rodzinę - dodał. Jako pierwsza wstałam i uścisnęłam ich obojga. 
- Wydaje mi się, że to dobra decyzja - odezwał się Harry, który stał w kącie pokoju. Czyżby przestał się już dąsać na cały świat? Lou uśmiechnął się do niego w podziękowaniu, a Megan wstała i uścisnęła go radośnie. Wszystko powoli wraca do normy. 
- Powodzenia na nowej drodze życia! - krzyknął Niall ściskając wszystkich po kolei. Jego pozytywne myślenie uderzało w moje serce i wywoływało radość, której tak mi brakowało. Udając, że drapie się po czole ukradkiem spojrzałam na loczka. Wydawał się szczęśliwy. Widocznie przetrawił to, że jego młodsza siostra jest w ciąży z jego przyjacielem. Uśmiechnął się tak przepięknie jak tylko on potrafi, po czym spojrzał na mnie, prawdopodobnie wyczuwając, że wpatruje się w niego. Uśmiech nie zniknął z jego twarzy, a wręcz się poszerzył. Zebrałam w sobie wszelką odwagę i wskazałam wzrokiem na drzwi prowadzące na taras. Od razu zrozumiał aluzje i puścił mi oczko, które tak sobie ukochałam.
- Chyba pójdę na spacer. Tlen dobrze mi zrobi - oznajmiłam wstając z kanapy. Wzrok wszystkich spoczął na mojej osobie, a ja jedynie uśmiechnęłam się niewinnie. Szybkim ruchem spojrzałam na loczka dając mu znak. Miałam nadzieję, że nikt nie zauważy.
- A matma? - zapytał Liam zaglądając do mojego zeszytu - Przecież nie skończyłaś. Ba! Nie jesteś nawet  w połowie - powiedział surowo. Często zachowywał się jak stary, odpowiedzialny ojciec.
- Oj daj jej spokój, to tylko spacer - obronił mnie Harry. Od razu wszyscy na niego spojrzeliśmy, a on jedynie wzruszył ramionami - A żeby było bezpieczniej, pójdę z nią - dodał wstając i nie czekając na reakcje innych ruszył w stronę przedpokoju. Podeszłam do Zayn'a i cmoknęłam go w policzek.
- Dziękuję - szepnęłam na tyle cicho by tylko on usłyszał. W zamian otrzymałam najpiękniejszy na świecie uśmiech.

~*~

Szliśmy w tak męczącej ciszy, że aż zaczęło mi piszczeć w uszach. Nie przywykłam do spokoju w jego towarzystwie. Zawsze był taki radosny i nadpobudliwy. Nigdy nie groziła mi z nim nuda. 
Unosił się nad nami jedynie dźwięk tupotu naszych butów.  Jak na wczesną wiosnę było dość zimno, więc nie zabrakło cienkich kurtek.
Obie dłonie spoczywały sobie spokojnie w kieszeniach, a wzrok wbiłam w kostkę brukową poukładaną w dziwne, nieregularne kształty.
- Harry ja... - wychrypiałam pod napływem zgromadzonej odwagi.
- Tak wiem ja też... - szepnął przerywając w połowie zdania. Przegryzłam dolną wargę ukrywając przy tym uśmiech cisnący się na moje, przesuszone po zimie, usta.
- Chcesz o tym porozmawiać? - zapytałam cicho nie mogą się zmusić do nieco bardziej stanowczego i pewnego tonu.
- O czym tu mówić... Kocham Cię, zachowałem się jak skończony dupek, ale... - westchnął i poprawił głosy - Nie możemy być razem - ten rządek słów wbił się w moje skołatane serce i przekręcił się tak, że zaczęła wypływać z niego krew - Jesteś zbyt krucha jak dla mnie, ja boję się, że zawsze będę cię ranił. Nie chce cię rozbijać na części, a później składać, bo kiedyś po prostu braknie mi kleju, albo nie będzie już coś sklejać - szepnął załamany, a po jego policzkach popłynęły łzy. Mnie również oczy zaczęły niebezpiecznie piec, co było niemożliwie bolesne w tej sytuacji - Lola kocham cię tak jak nie kochałem nigdy nikogo, dlatego pozwalam ci odejść... - dodał, a ja nie wytrzymałam i wypuściłam krople cierpienia, które wypalały w moich policzkach swoją drogę.
- Harry proszę... - szepnęłam i złapałam jego ciepłą dłoń, ściskając ją delikatnie - Nie chce żebyś odchodził... Twoja miłość jest moim tlenem, nie zabieraj mi go, bo umrę... - szlochałam. Od razu zamknął mnie w swoim stalowym uścisku. Zacisnęłam w dłoniach wałeczki jego kurtki i płakałam głośno w jego ramię wylewając z siebie wszystkie smutki.
- Masz ją na zawsze... Moje serce należy do ciebie na wieki... - powiedział cichutko wprost do mojego ucha - Przyrzekam, że nigdy nikogo nie pokocham tak bardzo jak ciebie - nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie mogłam pozwolić mu na takie obietnice. To nie zależy od niego, kogo pokocha, a kogo nie. Serce nie sługa - Chociaż spróbuj proszę... - dodał, a ja nie potrafiłam nie przyciągnąć jego ciała bliżej mojego - Jeżeli nie wytrzymasz przyjdź, a cię nie odrzucę, ale proszę cię o próbę...- nic z tego nie rozumiałam. To wszystko było podejrzane i nierealne. Mówi, że kocha, obiecuje bezgraniczne uczucie na wieki, ale prosi o próbę życia bez niego...
- To wszystko się kupy nie trzyma - stwierdziłam nie wyplątując się z jego objęć.
- Tak musi być - odpowiedział nie patrząc mi w oczy. Odsunął się, a ja od razu poczułam zimno towarzyszące jego odejściu - Zawsze miej to przy sobie - poprosił wyciągając z kieszeni łańcuszek z sercem - oddaje ci je na wieki - dodał, a ja musiałam zasłonić dłonią usta by nie wybuchnąć niekontrolowanym płaczem - Kocham Cię - szepnął po raz ostatni i zostawił ślad swoich ust na moich. Odszedł na próbę, albo na zawsze...

-----------------------------------------------------------------
Nie wiem ile was zostało, może nie został nikt, ale postanowiłam wrócić i skończyć to, co zaczęłam. Ta historia jest częścią mnie i póki jej nie skończę będę czuła pustkę.
Niedługo pojawi się Epilog, niektórych może zaskoczy, niektórych może nie. Ja sama jeszcze dokładnie nie wiem jak to się skończy, ale wiem, że go skończę. 

Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze przeczyta i będzie zadowolony :)

Całuj was mocno dziewczyny, Zaczarowana

Komentarze

  1. Super - pierwsza; rozdział bardzo smutny... ; zawsze jestem i będę komentować; pozdrawiam i ściskam czekając na dalsze losy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie że wróciłaś :) rozdział smutaśny. Czekam na nn!! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój Boże, to takie smutne :'( Czemu Harry ją tak potraktował?! Czekam na następny, weny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. O co tu do cholery chodzi?
    Po raz pierwszy nie mam żadnego pomysłu na to co może dziać się w głowach bohaterów, a to jest takie irytujące. Niewiedza jest irytująca ewh

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko ! Nie wierze jo Hazza miał taką okazje i byliby razem nie no nie wyrobie zaraz. Czekam z niecierpliwością na nextmi cieszę się że wróciłaś.~ Tori Vega ~

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zawsze świetny ❤. Mam nadzieje że oni będą razem ❤!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział bardzo fajny, mam nadzieje że kontynujiesz bloga, bo twoja historia jest bardzo ciekawa.
    Pozdrawiam i życzę Weny
    ~Asteria Delos

    OdpowiedzUsuń
  8. Płacze! Te opowiadanie przyprawia mnie do płaczu :( oni muszą być razem! On nie może jej tego zrobić, to nie trzyma się kupy, odejdzie, kocha ją ona jego, odchodząc jeszcze bardziej ją rani...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz