Ósemka (Część Druga)

Siedziałyśmy w małej knajpce niedaleko mojej szkoły. Zapach świeżo zrobionej jajecznicy i parzonej kawy, unosił się w powietrzu tworząc cząstkę atmosfery. Zapach domowej kuchni to jedyny plus jaki można było przypasować do tego miejsca. Ciasno, wszystko zagracone ciemnymi meblami, brudne kanapy i fotele, lepkie od starego tłuszczu stoły oraz niedomyte talerze. Purpurowa tapeta w jakieś niezrozumiałe wzorki opatulała ściany tworząc wrażenie zaciskających się ścian. Czułam się przytłoczona.
Rozglądałam się zaskoczona tym jak jest urządzone. Może niektórzy lubią takie ciemne "nory", w których można zamknąć się przed otaczającymi nas problemami, ale to zdecydowanie nie była moja bajka.
Opuściłam wzrok na biały kubek pełny zielonej herbaty. Niesamowity aromat jaki się z niego unosił, pieścił moje nozdrza. Westchnęłam i pomieszałam łyżką.
- Może to nietaktowne, ale ciekawi mnie, co cię tak martwi... Lou przecież kocha cię nad życie... Wszyscy wiedzą, że cię nie zostawi, nigdy przenigdy - oznajmiłam wpatrując się w rozemocjonowaną dziewczynę - Wydaje mi się, że wszyscy są gotowi na akceptację tej ciąży - dodałam pewnie uśmiechając się lekko. Westchnęła i spojrzała na swoje dłonie, które splotły się w stalowym uścisku.
- To nie chodzi o to... - szepnęła. Nerwowo przetarła czoło i poprawiła się na krześle. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego w czym może tkwić problem. Przełknęłam ślinę. Moje gardło zatkała wielka gula, którą doskonale znałam.
- Chyba, że to nie jest dziecko Louisa... - powiedziałam załamana. Bałam się, że trafiłam. Tak bardzo chciałam nie mieć racji. Popatrzyła na mnie jeszcze bardziej podenerwowana.
- Nie, nie! - krzyknęła zbulwersowana, a mi kamień spadł z serca - To na pewno jego dziecko... Przecież ja tylko z nim... no wiesz... - speszyła się. Kąciki moich ust podeszły lekko do góry - Co powiedzą rodzice? A Harry, on zawsze był przeciwko...- powiedziała. Głos się jej załamał - Trener to mnie chyba ukatrupi... Ja miałam jechać w tym miesiącu na najważniejsze w mojej karierze zawody... Co teraz? - zapytała sama siebie. Potrzebowała pocieszenia. Złapałam jej rozdygotane ręce i ich wierzchnią część zaczęłam głaskać kciukiem.
- Rodzice zrozumieją, przecież cię kochają. Harry'm się nie przejmuj, porozmawiam z nim... A resztę jakoś załatwimy - chyba jej nie przekonałam. Nie bardzo wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji - To owoc waszej miłości. Będzie podobny do ciebie jak i do Louis'a. Będzie miało twój uśmiech, jego radosne spojrzenie, będzie mądre i utalentowane, a przede wszystkim będzie kochało was nad życie... To wcale nie koniec, to początek. Początek waszego wspólnego życia, teraz nic was nie rozdzieli - zaczęłam mówić próbując ją przekonać - Wyobraź sobie ciebie siedzącą w ogródku na kolonach swojego ukochanego i popijającą gorącą czekoladę. On mówi jak bardzo cię kocha, opowiada ci żarty i rozśmiesza cię jak nikt inny, a wasza mała pociecha biega po ogrodzie i wciąż się uśmiecha... - powoli budowałam w niej wiarę, wiarę w to, że wszystko się ułoży - To twoja druga połowa. To osoba, która kocha Cię nad życie już teraz... Jest częścią ciebie - dodałam i uśmiechnęłam się widząc jak kąciki jej ust unoszą się do góry.
- Wiesz Lola... Czułam, że mi pomożesz... - powiedziała i nachylając się nad stołem pocałowała mnie w policzek - Dziękuję - dodała i posłała ten doskonale mi zanany uśmiech.
- No to teraz zabieramy się za załatwienie wszystkich spraw! - zaczęłam entuzjastycznie - Podejdziesz teraz ze mną do szkoły, bo muszę to dziś załatwić, a później skoczymy do domu, żebyś się przebrała -powiedziałam patrząc na jej szerokie dresy - Byłaś już u ginekologa?
- Nie - odpowiedziała zawstydzona - Zrobiłam test - dodała nieco pewniej. Wciąż się wahała, a ta sprawa ją przerastała. Muszę jej pomóc, w końcu mam zostać ciocią.
- To zadzwoń i spróbuj się umówić na dzisiaj. Musimy mieć pewność, że wszystko jest w porządku - kiwnęła głową. Dopiłyśmy swoje gorące napoje i ruszyłyśmy w drogę.
Czeka nas pracowity dzień...

~*~

Opadłam na łóżko czując jak każdy mięsień mojego ciała krzyczy błagając o odpoczynek. Rozluźniłam się i wzięłam głęboki wdech. Takie dni chce mieć codziennie. Pełne pośpiechu i zadań do wykonania. Lubię być zmęczona pod koniec dnia, czuję wtedy taką rozpierającą mnie satysfakcję. Moje nogi automatycznie się rozjeżdżają z ulgi, a ręce opadając bezwładnie na materac wzdłuż mojego ciała. Czekam aż Meg przyjdzie przebrana w piżamę z gorącą czekoladą i wręczy mi plik informacji na temat jej dzieciątka. Do ginekologa poszła sama, ponieważ wizyta w mojej szkole się nieco przedłużyła. Musiałam załatwić egzamin za poprzedni semestr i dogadać się z nauczycielami. No, ale przynajmniej załatwiłam wszystko, co załatwić miałam. Reasumując spotkałyśmy się w domu wieczorem. Dziewczyna wydawała się radosna, ale z tego, co mi przekazała to nie powiedziała jeszcze nic Louis'owi. Zresztą chłopaków nie było w domu i do teraz ich nie ma.
Niespodziewanie zaczął dzwonić mój telefon. Poczułam do niego czystą nienawiść. Odebranie połączenia wiązało się ze wstaniem i powędrowaniem do sofy, na której leżała moja torebka. Westchnęłam i przeklęłam pod nosem, po czym wstałam leniwie i ruszyłam w stronę źródła irytującego dźwięku.
- Halo? - warknęłam do telefonu.
- A czym sobie zasłużyłam na takie ostre powitanie, hm? - zapytała Roni. Uśmiechnęłam się słysząc jej roześmiany głos.
- Niczym, przepraszam, ale wiesz ciężki dzień - odpowiedziałam sadzając swój zmęczony tyłek na miękkiej sofie - No jak tam w Moskwie? Zajęłyście już jakieś miejsce? - zapytałam zaczynając rozmowę.
- Całkiem nieźle. Tyle tu pyszności, że nie wiem w czym zatopić zęby! - odpowiedziała śmiejąc się - A tak serio to hotel całkiem znośny. Średni standard, ale przynajmniej mają dobre jedzenie - no tak cała Roni, kochająca przeróżne przysmaki - Dużo treningów, hektolitry potu, wieczne zakwasy i wymuszony uśmiech, czyli tak zwana norma - dodała wzdychając - Jutro mamy pierwszy poważny występ, strasznie się stresuje! Między innymi dlatego dzwonie.
- Oj nie przejmuj się tak, przecież i tak jesteście najlepsze! - próbuje ją ponieść na duchu. Po drugiej stronie słyszę jedynie chichot - A po za tym to chyba nie jest wasz pierwszy raz - dodaję uśmiechając się do Megan, która właśnie wchodzi po schodach. W ręce trzyma jakieś karteczki i czekoladę. Siada obok - To Roni - odpowiadam na jej nieme pytanie.
- Z kim ty tam siedzisz? Z Harry'm? A pro pos niego to jak tam się sprawy mają, hm? - pyta, a ja automatycznie robię się czerwona jak burak - No nie wstydź się!- upomina mnie jakby widziała moją reakcję.
- Po pierwsze siedzę tu z Meg, a po drugiej to z Harry'm wszystko w porządku - odpowiadam wymijająco.
- Jak tak mówisz to mam wrażenie, że jesteście dalej niż bliżej... Szczegóły dziewczyno!
- Hej Roni - wtrąca się brunetka. Dziękuję jej uśmiechem. Włączam rozmowę na głośnik.
- Hej, hej! Jejku dziewczyny ja chce tam do was, bo tu wieje straszną nudą. Wszystkie już poszły spać przed jutrem, jakiś koszmar! Nawet nie ma z kim na piwo iść dla wyluzowania! - skarży się, a my się tylko śmiejemy.
- Mam dobrą nowinę - odzywa się nagle Megan. Patrzę na nią pytająco, a ona jedynie kiwa głową - Będziesz ciocią - dodaje otwarcie. Po drugiej stronie słychać jedynie ciszę. Jest w szoku jak nic.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że jesteś w ciąży? - pyta po kilku minutach ciszy. W jej głosie słychać totalne zaskoczenie.
- Zgadza się - spokój przemawia przez jej głos.
- O matko! Lou będzie tatusiem! - krzyczy rozentuzjazmowana - Ale zaraz zaraz, Zayn mi nic nie wspominał, czy oni...
- Tak oni jeszcze nic nie wiedzą - przerywam jej w pół zdania.
- O boże to dzieciątko będzie miało strasznie zwariowaną rodzinkę - mówi Ron śmiejąc się.

*Oczami Megan*

Lola już poszła spać, a ja cichutko schodzę po schodach kierując się w stronę mojego pokoju. Wiem, że muszę teraz powiedzieć o wszystkim Louis'owi. Jestem pewna, że jak wejdę do pokoju z tym USG to nie obejdzie się bez pytań. Jakąś godzinę temu wpadł na strych i zaganiał nas do spania, ale my się tylko śmiałyśmy.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Po drodze potknęłam się o spodnie leżące na ziemi. Czy on zawsze musi zostawiać wszystko pod sobą? Powoli zaczyna doprowadzać mnie to do szału. Podnoszę odzież z ziemi i zaczynam ją składać. Zauważyłam, że Lou właśnie się myje, pewnie mieli ciężki dzień. Zawsze po takich stoi pod prysznicem dobre pół godziny by się nieco rozluźnić.
Rozkładam się na łóżku i włączam telewizor, który wisi na ścianie na przeciwko. Leci jakiś śmieszny teleturniej, więc postanawiam nie przełączać. Okrywam stopy rąbkiem kołdry, bo nie chce by mi zmarzły i czekam.
Ręce zaczynają mi się trochę trząść. Boję się jego reakcji, przecież on sam jest dużym dzieckiem, to jak ma zostać ojcem. Wytarłam spocone dłonie o spodnie piżamy i niecierpliwie czekałam aż wyjdzie. Tak bardzo chciałam mieć to już za sobą.
Drzwi od łazienki otworzyły się niespodziewanie, a w nich pojawił się mój kochany wariat. Miał na sobie jedynie czarne bokserki. Gdy tylko mnie zobaczył uśmiechną się promiennie. Zaczął ręcznikiem wycierać swoje mokre włosy.
- Kochanie nie musiałaś ich składać, sam bym to zrobił - oznajmiał widząc, że za niego posprzątałam. Kiwam jedynie głową robiąc jedną z tych głupawych min, które przemawiają "ta jasne" - O lubię ten program! - mówi siadając na skraju łóżka.
Niespodziewanie klikam czerwony przycisk na pilocie i ekran telewizora staje się czarny. Odwraca się w moją stronę zdziwiony. Nerwowo poprawiam swoją pozycję i wzdycham.
- Musimy porozmawiać - oznajmiam poważnym tonem. Wyraz jego twarzy automatycznie się zmienia. Łapię w dłonie papiery, które dostałam od lekarza i podaje je zaniepokojonemu Louis'owi. Przegląda je zaskoczony - Będziemy mieli dziecko Lou - mówię ściszonym głosem. Jestem tak samo przerażona jak przedtem.
- Który to tydzień ? - pyta jąkając się. Wciąż patrzy na USG, a szok nie schodzi z jego twarzy.
- Trzeci.
- Wszystko z nim w porządku? - kolejne pytanie wydobywa się z jego ust. Spogląda na mnie.
- Lekarz mówił, że rozwija się prawidłowo, nie ma żadnych przeciwwskazań - odpowiadam czując jak strach we mnie wzbiera. Co teraz? Dlaczego on zadaje takie pytania?
Zauważam, że jego oczy zaczynają się szklić, a usta wykrzywiają się w radosnym uśmiechu. Przysuwa się do mnie i obejmuje swoimi ciepłymi ramionami. Czuje jak ciarki atakują moją skórę. Zimna woda skapuje z jego włosów wprost na moją niebieską koszulkę. Śmieje się szczęśliwa i zaciskam splecione dłonie na jego plecach.
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha, po czym pocałował mnie tak mocno, a zarazem czule. Usiadł obok i przykrył nas oboje przyciągając mnie do siebie - Jak będzie dziewczynka to nazwiemy ją Julia - mówi po chwili ciszy.
- Czemu Julia? - pytam zaskoczona.
- Bo moja pierwsza dziewczyna miała tak na imię - odpowiada odważnie, a ja nie wahając się uderzam go w ramię - No co? To było w przedszkolu i była bardzo miła - tłumaczy się, ale widząc mój uśmiech całuje mnie w czoło.
- A jak będzie chłopczyk to nazwiemy go... - zaczynam myśleć szukając jakiegoś imienia.
- Romeo ?
- Nie! - mówię śmiejąc się z jego śmiesznej miny - Philip.
- Niech ci będzie.
Podnoszę głowę i całuje go tak jak lubi najbardziej. Pochyla się, w rezultacie prawie na mnie leży. Atakuje swoimi ustami moją szyję, a ja powoli zaczynam tracić resztki rozsądku.
- Lou... - szepczę rozdygotanym głosem, miedzy pocałunkami, bo wiem do czego dąży.
- No weź... Podobno seks w ciąży jest zajebisty... - mówi, a ja zaczynam się śmiać. Zamyka mi usta pocałunkiem.

*Oczami Loli*

- Hej tato - mówię do telefonu. Skulam się na fotelu i po słowach przywitania zanurzam usta w gorącej, czerwonej herbacie.
- No na reszcie się odezwałaś! - słyszę radosny krzyk. Długo nie dzwoniłam, ale tylko dlatego, że kompletnie nie miałam czasu. Westchnęłam czując jak uśmiech wpełza na moje usta, tak bardzo lubiłam jego głos - Co tam u Ciebie słychać? - pyta po chwili.
- Dobrze. Wczoraj byłam w szkole pozałatwiać sprawy ze zdawkami, a dzisiaj siedzę i odpoczywam. A u Ciebie jak tam?
- Dużo pracy, ale jakoś daje radę. Na wakacjach postaram się cię odwiedzić, już nawet rozmawiałem z Dave'm - zapada cisza - A jak się czujesz? - pyta nieśmiało. Wiem o co mu chodzi. Przełykam głośno ślinę.
- Jest dobrze, naprawdę - odzywam się po kilku sekundach - Daję radę, powoli zapominam - dodaję niepewnie.
- Wiesz, że mama byłaby z ciebie dumna?
- Wiem, wiem. Tylko to każe mi dalej walczyć...

~*~

- Że co? - krzyczy Harry zaraz po słowach Louis'a. W końcu postanowili wszystkim powiedzieć, ale widząc minę loczka wiedziałam, że to nie będzie spokojna rozmowa. Położyłam rękę na jego udzie chcąc go w ten sposób jakoś uspokoić, ale chyba nic to nie dało - Jak to jest możliwe? - pyta nadal wzburzony. 
- Chyba nie muszę ci tłumaczyć jak powstają dzieci... - odpowiada zażenowany Lou. Słyszę jak zielonooki przełyka głośno ślinę. 
- Powiedz mi, że to jakiś pieprzony żart Tomlinson! - znów podnosi głos, a ja zaczynam się powoli go bać. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. 
- Jesteśmy dorośli. Oboje Harry - mówi stanowczo Meg chcąc jakoś uratować sytuację, ale do jej brata kompletnie to nie dociera. 
- Megan  ty masz dopiero 19 lat do cholery! Nie mieliście kasy na te pierdolone gumki? - wciąż krzyczy, a ja zabieram rękę z jego uda. Powoli się odsuwam czując narastający we mnie strach. 
- Harry... 
- Dobra kurwa ty już się zamknij - wskazuje na Louis'a, któremu przerwał w połowie zdania - Masz usunąć i koniec, rozumiesz to? - mówi do siostry,  a ona wydaje się jeszcze bardziej przerażona niż brunet. Czuje jak rośnie we mnie odwaga, nie mam siły już słuchać tych bzdur. 
- Harry - mówię głośno. Patrzy na mnie - Czy ten gniew odebrał ci mózg? Przecież to małe dziecko! Nasze dziecko też byś usuną jakby ci nie pasowało? - mówię do niego spokojnie, ale stanowczo. Wydaje się zbity z tropu - Jeśli tak to nie chce mieć z tobą nic wspólnego - dodaje poważnie. W oczach zbierają mi się łzy, ale zaciskam wargi z całych sił by ich nie wypuścić - Zastanów się nad tym, co mówisz. To "coś" to dziecko! Twój siostrzeniec, bądź siostrzenica! - zaczynam krzyczeć. Wszyscy zgromadzeni w pokoju są w szoku, ja też - Nie graj gorszego dupka niż jesteś - kończę. Podchodzę do Louis'a i Megan. Całuje ich w policzek - Gratuluje - szepczę szczerze i nie obracając się wychodzę po schodach. 

-----------------------------------------------------------------
Hej, hej! 
Czy wy też uważacie, że Harry zachował się beznadziejnie? 
Taki mi się wydaje, że to dopiero początek. 
Kolejny rozdział dopiero w roku szkolnym, więc już dzisiaj chce wam życzyć najlepszego, ostatniego tygodnia wakacji! Wykorzystajcie go dobrze, bo jak wiadomo później skończy się "wolność". 
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba, bo jak dla mnie jest lekki, charakternie zakończony - w sam raz na takie zimne wieczory :)


Kontakt ze mną: yourselfbe950@gmail.com

Chciałam jeszcze dodać, że zakończyłam nabór do "Stwórzmy coś wspólnego!". Mamy wymyśloną już fabułę, więc od września zaczynamy! 
Link do bloga z nową historią podam pewnie dopiero we wrześniu. 

No nic, całuję was mocno skarby, Zaczarowana


Komentarze

  1. Tyle czekałam i się wreszcie doczekałam!!! *-*
    Boże, świetny rozdział!
    Lola jest taka inteligentna i potrafi wyjść z każdej sytuacji :3
    Harry zachował się jak świnia!!!
    Ugh... -'-
    Już nie mogę się doczekać małego Tomilsona!!! *.*
    Kocham i zapraszam do sb, Ola :€
    Ps: Czy następny rozdział może być troche wcześniej? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Już nie ogła się doczekać! Przeprasza za błedy ale nie działa i kilka klawiszy na klawiaturze :P

    OdpowiedzUsuń
  3. ZACZEPISTY *.* Mały Tomlinsonek bd :D ♥
    A tak btw Harry ty skurwielu ;_; co za cwel jebany! Przepraszam za słownictwo ale po prostu inaczej się nie da...

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu w końcu jest i jest on cudowny; uwielbiam Cię, pisz dalej...

    OdpowiedzUsuń
  5. no no to sobie nagrabił

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie powiem rozdział mnie pozytywnie rozlozyl. Logiczny, spójny i napisany ładnym językiem ;D sama przyjemność z czytania :3 a teraz do treści: HARRY, PRZYPIEPRZYL CI KTOS KIEDYŚ BETONIARKĄ ?! NO TO, CHOLERA, BĘDĘ PIERWSZA !

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG ! Boski ! Biedna Meg i Lou. Harry zachował się jak ostatni dupek !

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział! :)
    Postanowiłam nominować Twojego bloga do LA! Więcej info. u mnie:
    http://happiness-is-in-pain.blogspot.com/
    Jak byś miała ochotę to zajrzyj też tak po prostu. Pozdrawiam i weny życze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju jeju... zarąbistyy rozdział :D chce więcej i więcej xD czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny rozdzial! Nie mogę się doczekać nn!Harry zachował się okropnoe, mam nadzieje, że przeprosi Lou i Meg oraz pogodzi się ladnie z Lolą. :**

    OdpowiedzUsuń
  11. No no, złotko, jakbyś mogła jeszcze szablon zaczarować żeby tak oczu nie męczył, to byłby cud-miód!

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwaga co do odmiany imienia Harry (nie przejmuj się Harry'm - NIE)
    http://www.ich4pory.pl/2011/12/dwunastu-apostrofow.html
    polecam przeczytać, opłaci się

    OdpowiedzUsuń
  13. Harry przesadzil i to bardzo. Rozdzial genialny ! :* czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny blog już nie mogę się doczekać następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz