Trzeci

„Widzę ją. Patrzy na mnie z wielkim uśmiechem. Wygląda inaczej niż zawsze. Zaróżowione policzki są blade, niebieskie oczy, w których zawsze był blask, blask szczęścia, zszarzały. Puste i obojętne. Pomimo wymalowanego na twarzy promiennego uśmiechu jest nieobecna.
-
— Mamo co jest ? – zapytałam zaniepokojona, podchodząc do niej. Nie ruszyła się, nawet nie drgnęła.- Błagam odezwij się – krzyknęłam i zaczęłam nią potrząsać. Nadal nic. Po policzkach spłynęły mi łzy. Przygnębienie, osłupienie, smutek …to teraz czułam.
— To nie twój czas – usłyszałam. To było jakieś dziwne echo- Zawsze jestem przy tobie … - znów ten głos – Żyj jakby każdy dzień było ostatnim … Kocham cię – ucichło.
— Ale ja nie chce żyć ! Chce zostać tu z tobą ! – krzyknęłam, ale to nic nie dało. Zapadła ciemność, a ja zanurzyłam się w niej doszczętnie czy tego chciałam, czy nie …”

     Podniosłam jedną powiekę, ale promienie świecące z okna naprzeciwko zmusiły mnie do zamknięcia jej z powrotem. Chciałam zasłonić dłonią oczy, ale coś mi nie pozwoliło nią ruszyć, jakby była przywiązana. Zebrałam siły i otworzyłam zaspane ślepia.  
   Pierwszą rzecz jaką dostrzegłam to rurka. Przeźroczysta, długa. Nie za bardzo mi się to podobało. Wiodłam wzrokiem po niej. Jedna końcówka była przymocowana do mojej bladej posiniaczonej ręki, a konkretnie do zagięcia łokcia. Natomiast druga do jakiegoś wora z wodą, wiszącego na jakimś słupie. Czy oni chcieli mnie otruć ? Po co wprowadzali do mojego ciała jakąś wodę ?
     W pomieszczeniu roznosił się irytujący dźwięk. Coś jak pikanie. Ledwo się obudziłam, a już byłam zła. Zaczęłam się powoli rozglądać, by dowiedzieć się gdzie jestem.
       Za mną na ścianie wisiały jakieś monitory i inne niepotrzebne mi narzędzia. To pewnie one tak pikały. Co właściwie miały robić ? Utrzymać mnie przy życiu ? A może ja po prostu nie chce. Pytał mnie ktoś o zdanie ? Czy jakbym się odłączyła od tego czegoś to bym odeszła, odpłynęła ?
       Przestałam myśleć o śmierci i skupiłam się na teraźniejszości. Dotarło do mnie, że jestem naga ! Boże, to mnie rozebrał ! Na mojej klatce piersiowej były jakieś okrągłe przylepce z kolorowymi kabelkami, a te prowadziły do którejś z maszyn. Nieprzyjemnie szczypały mnie  w skórę i ściskały ją. Miałam ochotę je zerwać.
— O widzę, że się obudziłaś – odezwał się ktoś z boku, przerywając moje obserwacje. Próbowałam przekręcić głowę. Wtedy zauważyłam mój szczelnie zabandażowany nadgarstek. Bandaż uciskał go tak mocno, że tamował przepływ krwi. Przypomniały mi się ostatnie wydarzenia. Ojciec z kolegą, gorący prysznic, histeria, samobójstwo, ciemność … mama, znów ciemność. – Halo słyszysz mnie ? Mam zawołać lekarza ? – nagle dziewczyna, która przed chwilą bodajże siedziała gdzieś z boku, nachylała się nade mną.
— Jaki dzisiaj dzień ? – zamieniłam temat. Nie mogłam normalnie mówić. Gardło mnie bolało, jakbym tam miała jakiegoś kota, który drapie swoimi długimi pazurami. Próbowałam zakaszleć, chciałam, żeby wyszedł. To nic nie dawało – Wody – wyszeptałam. Dziewczyna wzięła coś do ręki i chwilę szeleściła. Nagle podała mi kubek z przeźroczystą cieczą. Upiła łyk. Płyn rozlewał się po moim gardle przynosząc ukojenie. Jakby spalił niewidzialnego kota. Uśmiechnęłam się i odetchnęłam z ulgą.
— Dziękuję –  powiedziałam oddając jej już pusty kubek. Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Jej piękne czekoladowe oczy pobłyskiwały, w świetle promieni słonecznych. Brązowe lekko pofalowane włosy opadały na ramiona. Dziewczyna zwinnym ruchem zgarnęła grzywkę z czoła i zapięła ją wsuwką, która z nikąd znalazła się w jej dłoni. Na obojczyku miała jakąś brązową plamkę. Na twarzy wymalowany wielki, szczery uśmiech. Na pierwszy rzut oka, wydawała się sympatyczna.
— Veronica, dla przyjaciół Roni – przedstawiła się, wyciągając opaloną, delikatną dłoń. Spojrzałam na nią i od razu miałam ochotę się uśmiechnąć. To chyba był zły pomysł, zabolało. No tak zapomniałam siniaki i rany.
— Lolitta, po prostu Lola – odpowiedziałam podając jej zdrową dłoń.
    I tak o to zaczęła się moja nowa znajomość. Pogadałyśmy jeszcze chwilkę o wszystkim i o niczym. Fizycznie byłam z nią, ale myślami gdzieś indziej. Zastanawiałam się co ze mną będzie. No okey, przez parę dni posiedzę tutaj, ale co dalej. Pewnie jakiś dom dziecka, albo przytułek dla obłąkanych. Czułam się przy niej dobrze, ale nie umiałam się wyluzować, czy chociażby szczerze uśmiechnąć. To wszystko mnie przerastało. Najgorsze było to, że się ta łatwo poddałam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem słaba, krucha i mała. „Skoro już żyje to muszę być twarda !” krzyknęłam sobie w myślach. Taki jest mój plan na przyszłość.
      Przerwała nam kolonia lekarzy. Weszli do Sali i uśmiechali się sztucznie. Najpierw przystanęli przy łóżku mojej współlokatorki i zadawali wiele głupkowatych pytań. Nie wspominałam jeszcze, że Roni ma złamany obojczyk. Z tego co opowiadała to jest tancerką. Ćwiczyli układ i jej partner ją niechcący upuścił, niestety bardzo niefortunnie upadła. Przez najbliższy czas nie może tańczyć… biedna.   
      Następnie podeszli do mnie. Sprawdzili parametry, zadawali pytania i tak dalej. Miałam już dość, czułam się jak na komisariacie, jak na przesłuchaniu. Po co im to wszystko było. Zauważyłam, że jeden z młodych praktykantów przygląda mi się szczególnie uważnie. Zaczęłam go bezczelnie lustrować od góry do dołu. „Nie kojarzę kolesia”, pomyślałam i wróciłam do słuchania. Sześćdziesięcioletni starzec, okrągłe, ciężkie okulary, łysina i promienny, wymuszony uśmiech. To on zainteresował się mną najbardziej, pod względem medycznym. W pewnym momencie poprosił wszystkich, by wyszli i zostawili nas samych. Usiadł na małym, białym, metalowym krzesełku.
— Mam obowiązek cię obejrzeć, przebadać – zaczął niepewnie, spuszczając głowę - Widziałam siniaki i rany, możesz wytłumaczyć mi, skąd się wzięły i dlaczego jest ich aż tyle? Od razu mówię, że nie uwierzę w wymówkę „Upadłam”  – powiedział bardzo poważnie,  patrząc mi prosto w oczy. Nie umiałam za dobrze kłamać, więc chciałam szybko i zwinnie zmienić temat.  
— Nie chce wracać do domu. Po co mnie ratowaliście ? Skoro chciałam się zabić to z chyba z jakiegoś powodu, nie ? – powiedziałam niepewnie, ale szczerze. Bałam się jego reakcji. Nie chciałam iść do domu dziecka, ale nie zamierzałam też wracać do ojca.
— Nie przejmuj się na pewno tam nie wrócisz – powiedział troskliwie. Nic nie odpowiedziałam. Poklepał mnie pomarszczoną dłonią po kolanie i wyszedł.
      Zaraz po jego wyjściu wróciła Roni. Usiadła na łóżku obok i zaczęła coś przeglądać w telefonie. Była taka prawdziwa i naturalna, nic nie udawała.
— Czemu mi się ta przyglądasz ? – zapytała nie patrząc w moją stronę.
— Nie wiem tak jakoś – odpowiedziałam i odwróciłam wzrok. Zainteresowałam się teraz śnieżnobiałym sufitem.
— Jak spałaś był tu jakiś facet i pytał o ciebie – oznajmiła odkładając swoje nowoczesne urządzenie na małą szafeczkę. – Chyba ktoś z rodziny – dodała z uśmiechem. Zdziwiłam się nieco i odwróciłam głowę w przeciwną stronę by na nią nie patrzeć.
— Ja nie mam rodziny – odpowiedziałam oschle i zamknęłam oczy. Chciałam zasnąć, ale nie mogłam. Nacisnęłam czerwony przycisk i czekałam aż przyjdzie jakaś pielęgniarka.
— W czym mogę ci pomóc ? – zapytała wchodząc do Sali.
— Mogę prosić jakieś leki nasenne czy coś. Wszystko mnie boli – poprosiłam wymuszając uśmiech. Kobieta kiwnęłam głową. Do worka, z którym byłam połączona coś dosypała i już po chwili ogarnęła mnie senność.


*Tydzień później*


      Jak na razie wszystko jest dobrze. Powoli staje na nogi i zbieram się do kupy. Ciągle jestem podłączona do tej pikającej maszyny, ale recte podłączali. No i jeszcze ta rurka w mojej ręce. Jak się dowiedziałam, że miałam tam igłę to zrobiło mi się niedobrze. Możecie teraz pomyśleć, że jestem jakaś nienormalna. Znosiła gwałty, bicie, ból i cierpienie, a igły się boi. Tak to już jest, każdy ma swoje dziwactwa.
Nadal leże na Sali z Veronica, ma się już lepiej. Ostatnio odwiedziło ją kilka osób z grupy tanecznej w tym trenerka. Jeden przystojny chłopak przyszedł z wielkim bukietem czerwonych róż, to pewnie ten partner. Ciągle ją przepraszał, a ona się do niego tak uroczo uśmiechała i powtarzała: „Nic się nie stało, to był tylko wypadek”. Codziennie wpadali do niej rodzice lub rodzeństwo. Ma siostrę i brata, starszych. Bardzo mili. Jak ktoś ją odwiedzał, ja leżałam cicho i się nie odzywałam. Dlaczego ja nie mam takie życia ? Nawet jakby miało być monotonne i poukładane w kostkę, nie narzekałabym. Po tym wszystkim było mi obojętne co będzie dalej.
      Codziennie rano pobudka o piątej. Wpadała pielęgniarka. Mierzyła temperaturę, sprawdzała maszyny, do których byłam podłączona i jak już skończyła to padało najgłupsze i najbardziej krępujące pytanie: „Stolec był ?”. Miał już dość tego miejsca, ale nie mogłam wybrzydzać, nie w takiej sytuacji.
Roni często mnie zachęcała do rozmowy, albo chociaż do uśmiechu, ale ja nie miałam ochoty. Lubiłam leżeć i myśleć. Wspominałam …


„Mała dziewczyna biegała po ogrodzie i śpiewała różne piosenki. Ciemno włosa kobieta siedziała na tarasie i przyglądała się córeczce. W rękach trzymała swoją ulubioną gitarę. Była cała obklejona naklejkami. Nagle podbiegła do niej jasnowłosa dziewczynką i usidła obok.
— To co możemy zaczynać ? – zapytała brunetka.
— No pewnie – odpowiedziała mała.
Kobieta zaczęła grać na gitarze, a dziewczynka śpiewała, ta pięknie jak aniołek. Po chwili dołączyła do niej ciemnowłosa. Komponowały we dwie największy hit jej matki …”


  Pamiętałam to jakby wydarzyło się wczoraj. Często tak przysiadałam z moją kochaną mamą. Dużo piosenek razem napisałyśmy.
— Lola – z zamyślenia wyrwał mnie głos Roni. Popatrzyłam na nią, dając jej do zrozumienia, że słucham. Pochylała się nade mną, a na jej twarzy było wymalowane zdenerwowanie – Nie rób tak nigdy więcej, już miałam biec po lekarza – powiedziała i mnie przytuliła. Zdziwił mnie ten gest, ale odwzajemniłam go – No, ale wracając do sprawy – zaczęła odklejając się ode mnie. Na jej twarzy znów był wymalowany uśmiech – Był lekarz i mówił, że za chwilę będziesz miała gościa – powiedziała.
     Boże, a jak to ktoś z opieki ?! Przecież on mi mówił, że będzie musiał tam zadzwoni, bo jestem nie pełnoletnia. Popatrzyłam na moją „współlokatorkę”, wstawała z łóżka. To idealny czas na ucieczkę. Wyszła z Sali, zapewne do ubikacji. Szybko poderwałam się z łóżka i odpinając te wszystkie kabelki zakładałam na stopy buty. Na sobie miałam jakieś dresy, które pożyczyła mi Roni. Złapałam za jakąś kartkę, która leżała na jej pustym posłaniu i zaczęłam pisać.


„Dziękuję za wszystko.
 Dresy postaram ci się kiedyś oddać.
 Muszę uciekać, nie chce do domu dziecka.
 Odezwij się czasem ;)


 Lola.”


     Pod spodem napisałam jeszcze mój numer telefonu i zaczęłam się pakować. Nie miałam dużo rzeczy, bo tylko telefon i ubrania, w których mnie tu przywieziono. Oderwałam od ręki rurkę. Wzdłuż linii prostej od miejsca, gdzie była przymocowana rurka, pociekła stróża krwi. Zatamowałam to, przykładając do rany chusteczkę. Ostatni raz rozglądnęłam się po Sali i wybiegłam. Zasuwałam najszybciej jak umiałam, przed siebie, daleko, tam gdzie będzie mi lepiej…
--------------------------------------
No więc się zaczęło... nie mówię o rozdziale, ale o świętach. Najbardziej w świecie nie lubię składać życzeń, bo nie umiem ;/ Może uda mi się coś dla was wystukać. 
Więc tak:
Chciałam wam bardzo podziękować za czytanie moich blogów. Piszę to wszystko tu, bo na drugiego bloga raczej przed świętami nie wejdę. Wiem, że czasami mam gorsze dni i pisze beznadzieje rozdziały, dlatego dziękuje wam, że mnie wspieracie i dajecie kopa, to dużo dla mnie znaczy. Każdy komentarz powoduję, że na mojej twarzy pojawia się wielki uśmiech i jestem szczęśliwa. Mam nadzieję, że następny rok, będzie równie wspaniały jak ten. Mnie niestety czekają testy i ukończenie gimnazjum, ale to zawsze jakiś przełom w życiu. Wszystkim pisarką, życzę weny i wielu pomysłów. To jest bardzo ważne, jeżeli wchodzi się w ten "fach". 
Mam nadzieję, że te święta spędzicie w miłym towarzystwie, a na sylwestra zabalujecie. W każdym bądź razie rok 2012 musi być zapamiętany, ze względu na to, że to jest rok 1D ! 
A teraz do moich koleżanek, które czytają tego bloga. 
Dziewczyny jesteście najlepsze na całym świecie. Dajecie mi tyle pomysłów i zawsze pomagacie. Niektóre wasze odpały są dla mnie inspiracją. Chce też podziękować mojej Madziuni, która jest współautorką bloga. Dziękuje, że jesteś ! 
Mojej kochanej Miśce, za to, że się urodziłaś ! Dajesz mi siłę i nadzieję na każdy następny dzień. Tylko ty sprawiasz, że w najgorszym momencie na mojej twarzy pojawia się promienny uśmiech, tylko ty odpisujesz późno w nocy, jak jest mi smutno, tylko ty uświadamiasz mi, że nie jest tak źle <3
Gosi i Klaudii za to, że jako starsze przyjaciółki pomagają mi w sprawach życiowych, że mogę powiedzieć im wszystko. Za wsparcie i siłę jakie mi dajecie, powinnyście dostać nobla ! Jesteście wspaniałe ;* 
Zuzi i Madzikowi, za wasze odpały na lekcjach, za nasz zakład i każdą chwilę. Za wagary i śmianie. Za wspomnienia, które zawsze będą najlepsze <33
To chyba tyle. Trochę sie rozpisałam, ale w końcu są święta, nie ? Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Moje życzenia są prosto z serducha <3 
Proszę o opinie na temat rozdziały, to dla mnie ważne ;)

Komentarze

  1. tez cie kocham izus . naszego kochanego harrego tez ; * < 333

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział :P
    Ciekawe, jak to wszystko się dalej potoczy... ;)
    I życzę Wesołych Świąt! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. boski rozdział ♥ czekam na kolejny :*
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski rozdział, w niektórych momentach chce mi się po prostu płakać. Naprawdę. Również życzę weny, i więcej odpałów z przyjaciółkami. :D
    Pozdrawiam < 69

    OdpowiedzUsuń
  5. W pewnym momencie łzy mi poleciały ! Na prawdę , to jest świetne , podziwiam cię i twój wspaniały talent do pisania :) Czekam na nn :P

    http://lovesandfriend.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super ! :>
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  7. [spam]
    na początku wraz z Lolą życzymy wesołych świąt i szampańskiego sylwestra :)
    przed chwilą na blogu http://beautiful-famous-and-rich.blogspot.com/ pojawił się nowy rozdział z perspektywy Jenny. Wszyscy czekamy na zakończenie roku, jednak dla Elity Mount Carmel High School to ciężki czas. Zwłaszcza dla Jennifer, która dla związku z Niallem zrezygnowała z wymarzonej szkoły. Czy jej chłopak namówi ją do wyjazdu? A może znajdą inny sposób by ich związek przetrwał? Wszystkiego dowiecie się w rozdziale :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny : )
    Nie mów, że zły bo genialny jest < 33
    Wzajemnie, życzę wesołych świąt i tak dalej ( też nie umiem składać, życzeń ; p )
    Weny ^^ i wielu pomysłów

    http://historiajedendee.blogspot.com/
    http://summer-paradise-1d-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wielbię po prostu! Przeczytałam wszystkie rozdziały i czekam na następny!
    no i zapraszam na mojego nowego bloga
    http://sueno-de-barcelona.blogspot.com/

    ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. moja zdolna humanistka :*****

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham twój blog :D Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia !!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham twoje opowiadania! Po prostu kocham :) Uwielbiam Cię :3
    Wesołych Świąt ! <3

    OdpowiedzUsuń
  13. zaczeełam czytac. inne. podoba mi się. czekam na nn. ;*
    dreamergirlxoxo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo fajny szablon bloga, podoba mi się, rozdział też jest wciągający, jestem ciekawa co będzie dalej (: dobry sposób przekazania treści (: pozdrawiam cieplutko i weny xx

    [spam]
    Zapraszam na dziewiąty rozdział na:
    www.w-jednym-kierunku.blogspot.com
    Zapraszam na dwudziesty-drugi rozdział na:
    www.crazyidiotsoedirection.blogspot.com
    Zapraszam na trzeci rozdział na:
    www.lastyerawithlou.blogspot.com
    Zachęcam do komentowania i obserwowanie co równoznaczne jest dla mnie z szerokim uśmiechem, każdy blog jest inny, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie,było by mi miło gdybyś zostawiła po siebie jakiś ślad, wesołych świąt i łan dajrekszyn pod choinkę C:

    OdpowiedzUsuń
  15. świetnyy. ;** Podziwiam Cię miszczuu ;*
    Czekam na kolejny. Luv Yaa. ;*
    Weny <33

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo wciągający blog. No nie wiem co napisać;) Jestem ciekawa co będzie dalej.
    zimowy-poranek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz