Siódmy

„Droga mamo,
Niby wszystko się układa. Nie muszę już mieszkać z ojcem, nikt mnie nie krzywdzi…, ale czegoś mi brakuje. Dlaczego każdy nawet najmniejszy problem jest dla mnie takim utrudnieniem ? Nie umiem być szczęśliwa, nie umiem dopuścić tego do swojego mózgu. Nie umiem, a może nie chce.
Tak naprawdę się boję. Boje się być szczęśliwa. Dręczy mnie myśl, że to prędzej czy później się skończy, a ja będę jeszcze bardziej cierpieć. Jak na razie nie wiem co znaczy słowo „radość”, nie doświadczyłam jej ostatniego czasu. Zawsze jak wszystko zaczynało się układać, pojawiała się przeszkoda, która jednym ruchem niszczyła wszystko na co tak ciężko pracowałam. Zazwyczaj to był alkohol. Tata obiecywał, że już z tym kończy. Nie pił przez kilka dni, wierzyłam w niego, wspierałam… nie doceniał tego. Przychodziłam do domu uśmiechnięta i zadowolona. Ale nie trwało to długo. Koniec, końców i tak w końcu zastawałam go na sofie pijanego. Tyle razy przepraszał, a ja mu wybaczyłam i dawałam druga szanse. Idiotka ze mnie.
Pomimo tego wszystkiego czuje, że teraz będzie mi lepiej….
Zaraz ma do mnie wpaść Roni. Kojarzysz ją ? Pisałam już kiedyś o tej dziewczynie. Poznałam ją w szpitalu, bardzo sympatyczna. Czuje, że ona pomoże mi się podnieść i zacząć normalnie żyć… ”

      Schowałam czarny zeszyt pod poduszkę i podeszłam do lustra.
— Lola ! Złaź szybko Roni na ciebie czeka ! – usłyszałam krzyki Dava z dołu. Złapałam torebkę i ruszyłam w stronę drzwi.
   Ubrałam się dzisiaj dość elegancko, jak na zwykłe zakupy z koleżanka. Jasna, kremowa, zwiewna sukienka, sięgająca mi do połowy ud, z motywem ciemniejszych kwiatów. W pasie zawiązana kawałkiem wstążki tego samego koloru. Do tego szary sweter z rękawem trzy-czwarte i mała brązowa torebka. Nie wstydziłam się już tego bandaża, przestałam go dostrzegać. Na stopy założyłam zwykłe, klasyczne białe baleriny z małą kokardką na przedzie. Włosy związałam w niedbałego koczka i założyłam opaskę pod kolor sukienki. Nie prezentowałam się najgorzej.

       Zmieniłam się. Przez ostatnie kilka dni więcej rozmawiam z chłopakami. Na początku ograniczało się to do zwykłego „cześć” z rana i „dobranoc” wieczorem, ale później jakoś samo tak poszło. Nadal czuje się troszeczkę niepewnie w ich towarzystwie, ale jest lepiej.
       Z Harrym ciągle się mijam, może i dobrze. Odkąd pojawiłam się w tym domu nie zamieniłam z nim ani słowa. Codziennie w nocy słyszę jakieś damskie chichoty w korytarzu i kroki na schodach. Pewnego wieczoru walczyłam sama ze sobą. Coś kazało mi dyskretnie sprawdzić, kto tak chodzi tak późno i co to za kobiecy głos, ale moralna i poukładana strona rozkazywała mi zostać na miejscu i nie myśleć o tym.  Zdecydowanie przegrała tą walkę.
        Jak już wszyscy spali najciszej jak umiałam wymknęłam się z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Siedziałam przy zgaszonym świetle i sączyłam sok pomarańczowy. Ciągle spoglądałam na zegarek z zniecierpliwieniem. Byłam taka ciekawa. Stukałam paznokciami o blat.
        Nagle usłyszałam ciche skrzypnięcie drzwi wejściowych. Zamarłam. Tyle czekałam na tą chwilę, a teraz nie mogłam się ruszyć z miejsca. Oddychałam płytko i cicho. Miałam nadzieję, że nikt nie wejdzie do kuchni i nie zdemaskuje mnie. Usłyszałam stłumione śmiechy w korytarzu. Wsłuchiwałam się w całą sytuacje, jednocześnie czekając. I w tego ich ujrzałam. Zza rogu wyszedł Harry, w ramionach trzymał jakąś brunetkę, całowali się namiętnie. Najpierw zrobiło mi się nie dobrze, ale później poczułam jakieś dziwne ukłucie w okolicy serca. Odruchowo przyłożyłam dłoń do tego miejsca.
           Widać było, że są pijani, bo ledwo trzymali się na nogach. Dziewczyna miała podwiniętą sukienkę, a że pierwotnie była krótka to widać jej było bieliznę. Natomiast zielonooki miał rozpiętą białą koszulę, która idealnie opinała jego ciało, ukazując muskulaturę. Przegryzałam dolną wargę, nie zdając sobie sprawy z tego co robię.
        On ją obłapiał na moich oczach, a ja myślałam o jego mięśniach ! Boże jestem chyba jakaś psychiczna ! A zresztą od kiedy ja się zaczęłam interesować chłopakami ?
       Od tamtej pory wiedziałam dlaczego Harry Styles późno wstaje i ma kaca. Robił sobie jakieś schadzki z dopiero poznanymi dziewczynami, według mnie to jest obrzydliwe i seksistowskie, ale jemu to widocznie nie przeszkadzało. Od tamtej pory traktowałam go nieco inaczej. Sama z siebie go unikałam, nawet nie spoglądałam w jego stronę. Czy było mi wstyd, że wszystko widziałam ? Miałam wyrzuty sumienia, że go podglądam ? Czy po prostu brzydziłam się jego osobą ? Nie mam pojęcia. Czułam, że lepiej o nim zapomnieć raz na zawsze.

     Zbiegłam po schodach, a moim oczom ukazała się Veronica. Wyglądała kwitnąco. Włosy związane w luźnego warkocza, który spoczywał na jej lewym ramieniu. Biała koszulka z krótkim rękawem, która podkreślała jej szczupłą figurę, a do tego dżinsowe poprzecierane spodenki i kremowa duża torba. Na stopach miała buty na niedużym obcasie. Wyglądałam przy niej jak jakiś dzieciak, a między nami był tylko rok różnicy. Do tego ta jej idealnie wyrzeźbiona sylwetka. I jak tu nie mieć kompleksów ?!
— Roni ! – krzyknęłam zbulwersowana. Spojrzała na mnie zdziwiona, a zaraz za nią Dave i Zayn, który pojawił się z nikąd. – Zawsze musisz tak super wyglądać ? Przy tobie wychodzę jak jakieś … - przerwałam, by zastanowić się nad odpowiednim słowem – brzydkie kaczątko- dokończyłam. Wszyscy jak na znak, zaczęli się śmiać. Zlustrowałam każdego po kolei.
      Najdłużej zatrzymałam swój wzrok na Zaynie. Miał na sobie czerwony sweterek i czarne spodnie. Włosy miał ułożone, co oznaczało, że gdzieś się wybierał. Wyglądał bosko, zresztą jak zawsze. Jeszcze te oczy błyszczące z ekscytacji, normalnie kolana się uginają.

      I to jest kolejna zmiana. Wcześniej nie interesowałam się tak bardzo chłopakami. Mogę nawet stwierdzić, że traktowałam ich jak powietrze. Jedyne co mnie z nimi łączyło to szkoła i klasa. A teraz ? Przyglądałam się każdemu, bez opamiętania. W myślach komentowałam ich wygląd, ubiór i całą resztę.  

        Z Zaynem zakolegowałam się najbardziej. Dużo rozmawiamy. Cenie w nim przede wszystkim to, że pomimo iż widział moją ranę, nie zadaje głupich pytań, nie sprowadza rozmowy na te „trudne tematy”. Zawsze mnie rozśmieszał do łez i nie pozwalał się smutać w jego obecności. To on mnie wprowadził w „ich świat”, jeżeli mogę to tak nazwać. Zaciągał mnie do salonu na wieczory filmowe i kazał dobrze się bawić.

        Uśmiechnęłam się blado i podeszłam do brunetki. Przytuliłam się do jej szczupłego ciałka. Byłam nieco niższa. Nie dziwne, ja miałam płaskie buty, a ona na obcasie.  
— Przez ciebie popadam w kompleksy – wyszeptałam jej do ucha, a ona się zaśmiała melodyjnie. Kontem oka zauważyłam, że Zayn zakłada swoje białe trampki. Trochę mnie to zdziwiło. – Gdzie idziesz ? – zapytałam odrywając się od Roni. Uśmiechnął się cwaniacko.
— Jadę z wami. Będę robił za prywatnego szofera – odpowiedział szczerząc się od ucha do ucha. Oczywiście nie obyło się bez poruszenia zabawnie brwiami. Mój wzrok z sylwetki chłopaka przeskoczył na mojego wujka. Trzymał w rękach jakąś białą teczkę, która podał chłopakowi. Podniosłam jedną brew do góry, czego szybko pożałowałam. Zapomniałam o prawie zagojonej ranie, która nie dawała o sobie zapomnieć.

        Niedawno byłam w szpitalu na ogólnym „przeglądzie”. Robili mi wszystkie możliwe badania i ściągnęli szwy z czoła. Niestety biodro jeszcze się nie kwalifikowało. Oczywiście nie obyło się bez zaleceń lekarza, żebym na siebie uważała i recepty z lekami. Wyszłam z apteki z workiem różnych kapsułek, w różnych kolorach. Śmiałam się z tego, ale innym nie było do śmiechu. Nie rozumiem po co się tak martwili, przecież sam doktor ogłosił wszem i wobec, że po za siniakami i niektórymi ranami jestem w pełni zdrowa.  

           Wsiedliśmy do czarnego samochodu mojego wujka. Usiadłam z tyłu, za Zayn'em i wyciągnęłam z torebki telefon. Miałam dwa połączenia nieodebrane. Szybko sprawdziłam kto to, jak i szybko pożałowałam. Wyświetlił się napis „Dom”. Na samą myśl o tym mimowolnie zadrżałam. Ścisnęłam komórkę mocniej, próbując się uspokoić. Za wszelką cenę nie mogę pozwolić, żeby po moich policzkach spłynęły łzy. Zacisnęłam powieki i skupiłam całą uwagę właśnie na nich. Oddychałam powoli i głęboko. Poczułam chęć zapalenia papierosa, ale niestety zostawiłam je w domu.
— Macie jakieś papierosy ? – zapytałam nie otwierając oczu. Nie mam pojęcia jaka była ich reakcja, nawet nie chciałam wiedzieć. Nikt nie miał pojęcia, że ja palę, bo nie zwierzałam się z tego nikomu.
— To ty palisz ? – wypaliła Roni melodyjnie. Jej głos wydawał się niepokojąco spokojny. Kiwnęłam tylko głową.
        Uspokoiłam się i otworzyłam oczy. Okazało się, że stoimy już przed jakąś galerią, a oni się we mnie wpatrują. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie lubię być w centrum uwagi. Postawiłam na spontan. Otworzyłam drzwi i wysiadłam. Chciałam uniknąć jakiegoś beznadziejnego kazania i zostawić za sobą tą napiętą atmosferę.
       Oczywiście musiałam poprawić strój i fryzurę. Zachowywałam się całkiem zwyczajnie, jakby sytuacja przed chwilą nie miała miejsca. Czekałam aż któreś z nich raczy wyjść, co się nie wydarzyło. Podeszłam do drzwi Zayna i otworzyłam je.
— Zamierzacie tu siedzieć do wieczora ? – zapytałam wymuszając uśmiech. – Nie wiem jak ty Roni, ale ja mam ochotę trochę zaszaleć – powiedziałam to tak naturalnie i szczerze, że aż się sama zdziwiłam. Dziewczyna się uśmiechnęła szeroko i wyszła z samochodu.
— Jak już wam się znudzi chodzenie po sklepach to zadzwońcie – powiedział Zayn.
— To ty nie idziesz z nami ? – zapytałam robiąc smutną minkę. Uśmiechnął się.
— Mam sprawę do załatwienia na mieście, ale postaram się wyrobić jak najszybciej i wtedy skoczymy sobie na kawę – powiedział. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nie panowałam się nad sobą.
       Pochyliłam się do przodu i złożyłam na jego policzku delikatnego całusa. Znów się uśmiechał. Byli tak samo zaskoczeni jak ja sama. Nikt się tego nie spodziewał. To było takie przyjemne uczucie. Ciekawe co on czuł. Poczułam jakąś falę gorąca, która rozlała się po całym moim ciele. Na moją bladą twarz wkradł się szeroki uśmiech. Przegryzłam dolną wagę.
— No dobra chodź – wyrwała mnie z zamyślenia Roni i pociągnęła w stronę wejścia.  

-Dwie godziny później-

— No widzę dziewczęta, że zakupy się udały – powiedział Zayn podchodzący do naszego stolika.
       Wyczerpane odpoczywałyśmy po zakupach. To było totalne szaleństwo. Nigdy nie biegłam po sklepach z taką energią. I te wszystkie wyprzedaże, niesamowite. Ta sytuacja była dla mnie nowa, ale przyjemna. Zakupy z przyjaciółka… to jest zdecydowanie najlepsza rzecz jaką dotąd robiłam.
— Lola zdążyła już odbyć swoją pierwszą walkę o ostatnią koszulkę – powiedziała Roni patrząc na mnie z nieukrywaną radością – Oczywiście wygrała – dodała,  a ja się uśmiechnęłam zwycięsko.
— O proszę ! – krzyknął mulat.
— Och dziękuję, dziękuję. Nigdy się nie spodziewałam takiego wyróżnienia. Przy okazji chciałam pozdrowić moich przyjaciół i rodzinę, która zawsze we mnie wierzyła – naśladowałam te wszystkie gwiazdy z telewizji, co dostają jakąś nagrodę i tak bez sensu dziękują. Na twarzach moich towarzyszy było wymalowane zdziwienie, ale tylko na chwilę, bo zaraz zastąpił go śmiech.
— No widzę, że powoli normalniejesz i wracasz do żywych - oznajmił czarnowłosy. Uśmiechnęłam się blado i zanudziłam swoje wargi w kawie.
        Czułam się przy nich tak swobodnie i radośnie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że powoli wraca „Stara, wiecznie wesoła Lola”. Cieszyć się, czy raczej martwić ? Założyć maskę wrednej laski i iść dalej nie zwracając uwagi na krzywdę jaką sprawiamy ludziom, czy pozostać sobą ? Te pytania cisnęły się w moich myślach. Nie znałam odpowiedzi. Czułam się dobrze, ale obawy i strach przytłaczały mnie nieco. Czego się tak bałam ? Kolejnych fali bólu i cierpienia, smutku. Nie chciałam tego przeżywać na nowo. Wmawiałam sobie, że było i minęło, ale wspomnienia tak czy tak wracały. Wszystko kojarzyło mi się z mamą, a reszta z ojcem. Potrząsnęłam głową, próbując wyrzucić z niej nieprzyjemne myśli.
— Możemy już wracać ? – zapytałam wtrącając się w ich rozmowę. Spojrzeli na mnie z troską, a ja znów wymusiłam ten dobrze im znany uśmiech. Pokiwali tylko głowami.
Ledwo się zabraliśmy. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle toreb. Większość to były drobiazgi, by zadomowić się w nowym pokoju, ale ubrań nie zabrakło.
— Poczekajcie na mnie chwilkę – poprosiłam przypominając sobie, że o czymś zapomniałam. Wyjęłam z torebki portfel i pobiegłam z powrotem w stronę galerii. Zrobiłam to tak szybko, że się nawet nie zorientowali.
        Miałam zamiar kupić nową kartę SIM, bo chciałam zmienić numer. Skoro zaczyna życie od nowa to, to jest konieczność. Jeszcze wbiegłam do sklepu z artykułami kosmetycznymi i kupiłam farby do włosów. Miałam zamiar zmienić nie co image. Miałam już dość tamtej starej nudnej Loli. Teraz jest czas na zabawę, w końcu mam 17 lat !
           Wpadłam do samochodu zdyszana i tym razem usiadłam na środku. Znów na mnie dziwnie patrzyli.
— Roni zostaniesz u nas chwilę, potrzebuje fryzjerki – poprosiłam pokazując jej pudełka z różnokolorowymi farbami. Kiwnęła głową potwierdzająco. Uśmiechnęłam się i zaczęłam wszyscy wpychać do mojej stosunkowo małej torebki.
—  Zamierzasz zmienić numer ? – zapytała brunetka widząc starter leżący koło mnie.
— Zaczynam wszystko od zera, to mi pomoże odciąć się od tamtego świata – odpowiedziałam nieco wymijająco. Zawsze mówiłam dość niezrozumiale.
— Dlaczego ty jesteś taka skryta ? – wypalił Zayn. Chyba się zmieszał – Przepraszam.
— Nie masz za co – powiedziałam i nachyliłam się do przodu – Na zaufanie trzeba sobie zapracować, a po za tym chyba nie jestem jeszcze gotowa, żeby opowiadać o wszystkim co mnie spotkało, może kiedy indziej – powiedziałam. Chyba ich zadowoliła taka odpowiedź, bo nie zadawali więcej pytań.

        Trochę nie mogliśmy się zabrać, ale oczywiście z pomocą przybył nam Niall. Zadawał mnóstwo przeróżnych pytań. Wszyscy go zignorowali, bo każdy był zajęty skupianiem się, by się nie wywrócić. Śmiałam się z nich, ale po kilku minutach umilkłam. Dlaczego ? Bo się wywróciłam na schodkach prowadzących do drzwi. Skończyło się na zwykłym obtarciu, ale mój wujaszek  zrobił taki szum jakbym złamała nogę. Nakleił mi plaster i ciągle pytał czy boli. Wszystkich zgromadzonych zdziwiło jego zachowanie, ale ja rozumiałam.
Weszliśmy do domu. Położyłam torby koło schodów i zaczęłam grzebać w jednej z nich.
— Niall ! Możesz tu podejść ! – krzyknęłam głośno. Przybiegł natychmiast. Oczy mu się świeciły z ekscytacji.
— Co mi kupiłaś ? – zapytał. Zza pleców wyciągnęłam dwie paczki jego ulubionych żelków i słoik nutelli. Czekałam na jakąś reakcje, ale on stał i się nie ruszał. Wpatrywał się tylko w rzeczy, które spoczywały w moich dłoniach. Wystraszyłam się, że jednak nie trafiłam. Standardowo przegryzałam dolną wargę.
— Jeszcze nikt nie kupił mi jedzenia dobrowolnie – wyszeptał. Nic z tego nie rozumiałam. Podniósł wzrok na moją twarzy. Nagle się na mnie rzucił i mocno mnie przytulił. Trochę zabolało, ale starałam się o tym nie myśleć. Garściami czerpałam przyjemność z tego zdarzenia.
— O mamusiu ! Co to za przytulasy beze mnie ! – usłyszałam krzyk na schodach za pewne Tommo. Ani się obejrzałam, a dołączył do nas. Teraz ściskali tak mocno, że musiałam się delikatnie odsunąć. – No to co się stało ?- zapytał jak już się oderwaliśmy od siebie. Blondynek przejął ode mnie słodycze i zaczął się siłować z jedną paczką. Uśmiechnęłam się i zaczęłam mu pomagać. To był zły pomysł.
— Co ci się stało ?- zapytał widząc mój bandaż. Szybko zabrałam rękę i schowałam ją za plecami. Teraz patrzyli na mnie oboje.
— Taka fajtłapa jak ja ciągle się wywraca – powiedziałam żartobliwie, a oni to chyba łyknęli.
—  Czyli chcesz się wkupić w nasz łaski ? – zmienił temat Lou.
— Jak dla mnie ona już jest w rodzinie ! – krzyknął zadowolony Niall. W buzi miał już kilka sztuk gumi- żelek. Zaśmiałam się,  a Louis mi zawtórował.
— Pomożesz ? – zapytałam niepewnie.
—  Jasne.
     Weszliśmy na górę. Odłożył moje torby i udał się na dół. Zaraz dotarła do mnie zmęczona Roni z Zaynem. Wciąż się do siebie jakoś dziwnie uśmiechali. Czyżby coś między nimi było ? Nie raczej nie.

-Godzinę później-

       Oj dużo się działo. Wygłupiałyśmy się, śmiałyśmy się z byle czego i gadałyśmy prawie o wszystkim. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Przymierzałyśmy kupione ubrania i robiłyśmy sobie zdjęcia. Ta dziewczyna mnie zmienia, wyciąga na świat „Starą Lolę”. Dobrze na mnie wpływa. Po za tym czuję, że mogę jej zdradzić moje sekrety, a ona nikomu tego nie wygada. Obdarzyłam ją zaufaniem, choć nie opowiedziałam jej o ojcu. Na razie wie, że nie mam matki, i że nie chce mieć styczności z muzyką.
    No, ale w końcu przyszedł czas na farbowanie. Nie zamierzałam zmieniać koloru włosów, całościowo. Chodziło mi o pasemka, głównie na końcówkach. Lubiłam odcień swojej czupryny.  
        Usiadłam na skraju wanny. Z moich blond kłaków skapywała woda, bo dopiero je umyłam. Moja przyjaciółka założyła foliowe rękawiczki i wzięła się do roboty. Strasznie się śmiałyśmy, więc nie liczyłam na jakiś super, ekstra, olśniewający efekt. Pomimo tego na twarzy miałam czerwone plamy, bo ciągle „niechcący” mnie dotykała zabrudzoną ręką. Za karę, jak włosy były gotowe, ostatkami farby odpłaciłam się tym samym. Wiec ogólnie wyglądałyśmy, jakbyśmy miały ospę. Wtedy wpadł nam do głowy spaniały plan.

          Jak ja dawno nie spiskowałam. Czy to możliwe, że dzięki jednej osobie zmieniamy się tak bardzo ? Stajemy się zupełnie kimś innym, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Ona na mnie działała jak zastrzyk energii. Od razu chciało mi się śmiać, a uśmiech sam wkradł się na twarz, również w sytuacjach, w których nie miałam na to większej ochoty. Z chłopakami było podobnie. Jak byłam przygnębiona i Zayn wyciągnął mnie na dół, a oni zaczęli się wygłupiać to śmiałam się, że nie mogłam złapać oddechu, a łzy leciały z moich oczu ciurkiem. Tacy ludzie są ważni i potrzebni, to oni nadają sens naszemu życiu.

        Zbiegłyśmy po moich schodach i stanęłyśmy w korytarzu. Powtórzyłyśmy wcześniej ustaloną wersję wydarzeń, tak żeby nie było gafy i ruszyłyśmy w stronę salonu.
— Dave ! – krzyknęłam spanikowana schodząc po schodach. – Chyba mamy jakąś wysypkę ! – dodałam. Usłyszałam, że ktoś się zerwał z kanapy, a później tupoty stóp.
— Matko boska ! – krzyknął wujek i od razu do nas podbiegł. – Może to ospa –dodał i chciał dotknąć jednej kropki, ale go powstrzymałam.
— Nie dotykaj, bo strasznie boli – rzekłam, udało mi się wymusić zbolały wyraz twarzy, choć tak naprawdę miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
— Czuje jakby mi się twarz paliła – powiedziałam Roni i szybko usiadła – Boże słabo mi – dodała. Opadłam zaraz koło niej. Szybko oddychałyśmy.
— Oooo jakie słodkie króliczki – wyszeptałam wyciągając rękę do przodu. Udawałam, że głaszcze je palcem.
—  A widzisz tamtego konika ? – zapytała Roni pokazując palcem nie co dalej. Nadal nie przestałam głaskać „mojego króliczka”. Myślałam, że już nie wytrzymam. Tłumiłam w sobie śmiech.
— No – odpowiedziałam. Obydwie miałyśmy nieobecny wzrok. Nawet nie patrzyłam na zgromadzonych, bo mogłabym nie wytrzymać – Jakie piękne kwiatki – oznajmiłam z głupawym uśmieszkiem.
          Zachowywałyśmy się jak jacyś uciekinierzy ze szpitala psychiatrycznego. Roni zaczęła nucić jakąś piosenkę. Na początku trochę mnie to zraziło i chciałam skończyć to przedstawienie, ale jej głos tak przyjemnie pieścił moje uszy. Zdecydowałam się na poważny i ciężki dla mnie krok. Dołączyłam do niej. Co prawda sprawiało mi to przyjemność, ale czułam się tak jakbym złapała prawo i miała iść do więzienia. W końcu odezwał się Louis….
----------------------------------------------------
Rozdział tak o mi się podoba, ale włożyłam w niego dużo pracy i czasu. Jest zwyczajny i nic szczególnego się w nim nie dzieje. No, ale takie rozdziały też muszą być. 
Teraz posty będą pojawiać sie nico rzadziej. Wydaje mi się, że mniej więcej raz w tygodniu.  Wszystko przez szkołę. Rodzice naciskają, że to już ostatni rok bla bla bla... No, ale kiedyś uczyć się zacząć trzeba, nie ? 
Mam prośbę. Jeżeli macie jakieś fajne i ciekawe pomysły to piszcie do mnie. Oczywiście na privie. 
Moje gg : 10892519
Albo jak po prostu chcecie pogadać. Jestem otwarta na nowe znajomości ;) 
Mam nadzieję, że jak na razie wszystko się wam podoba. 

Proszę o szczere komentarze, bo to dla mnie bardzo ważne. To jednak podnosi człowieka na duchu i mobilizuje do dalszej pracy. Jak widzę, że tyle ludzi to czyta i im się to podoba to aż mi się pisać chce.  Cudowne uczucie <3 






Komentarze

  1. Świetny rozdział, końcówka i króliczki są powalające, pisz, pisz !!!
    Czekam na next ^^
    Weny < 33

    OdpowiedzUsuń
  2. Mało się na końcu ze śmiechu nie posikałam!
    Świetny rozdział :)
    Mam nadzieję że następny rozdział jak najszybciej się pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ludzie trzymajcie mnie, bo zaraz umre ze śmiechu na podłodzeeee xD kpcham tego blooga :)
    wikaa .

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest cudowny. A teraz będę się zastanawiała co takiego Lou ma do powiedzenia Loli... A ten pomysł z farbą i tymi króliczkami - mocne. Zaczęłam się głośno śmiać. Mina mojej mamy - bezcenna.
    Czekam na następny i weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwierz mi ten rozdział nie jest zwyczajny jest po prostu boski pisz dalej i tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski rozdział <33
    Nie mogę doczekać się następnego!
    Ubóstwiam tego bloga! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Awards :) więcej informacji na http://mylifeasstevie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jest bardzo fajny, lekko się go czyta i w ogóle chciałabym Ci powiedzieć (a właściwie napisać) że zakochuje się w Twoim opowiadaniu z rozdziału na rozdział coraz bardziej <33

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mi się podoba, opowiadanie ma sens i faktycznie lekko się je czyta. Dodawaj kolejne opowiadania, ciekawi mnie jaki jest ciąg dalszy historii :) Rewelacja!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jest super *.*
    Zayn taki kochany <3 Roni jest niesamowitą przyjaciółką <3

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz