Cztery (Część Druga)

17 marzec

Miejsce, do którego pawałam czystą nienawiścią rozciągało się przed moimi oczami. Różniło się nieco. Żółto-czarne taśmy ciągnęły się wzdłuż ścian i zabezpieczały te miejsca, których wspomnienia przyprawiały mnie o łzy.
Weszłam do środka. Czując ten swąd moje ciało zareagowało dreszczem. Wzięłam głęboki wdech i zrobiłam kolejny krok przed siebie. Musiałam stanąć z tym oko w oko. Byłam gotowa. Czułam, że nie dam się zaskoczyć i zniszczyć doszczętnie szczątków tego, co po mnie zostało.
- Tu leżałaś, prawda? - spytał policjant w średnim wieku. Mówił spokojnie, a przez jego ton przemawiało współczucie. Widział jak się trzęsę, a owo pomieszczenie wywołuje we mnie strach i przerażenie, które lekko zaczęło mnie paraliżować. Kiwnęłam głową.
Towarzyszyła nam dobrze mi znana pani psycholog od siedmiu boleści. Zgodziłam się na to przedsięwzięcie pod warunkiem, że nie będę musiała się odzywać. Miało to polegać na tym, że on zadaje pytanie, a moja odpowiedź ograniczała się do kiwnięcia głową bądź wskazania czegoś.
- Co robił po wejściu ? - kolejne denne pytanie wypełniło moje uszy. Zmusiłam mózg do przypomnienia sobie wymaganej informacji. Nie było ciężko, rany wciąż były świeże. Wskazałam krzesło na przeciwko posłania.
Kobieta stojąca obok policjanta nabazgrała coś w swoim zeszycie, po czym znów wlepiła we mnie swoje zaciekawione oczy. Nie miała pojęcie, co czuje, dla niej to była jedynie sensacja.

Całe oględziny trwały ponad godzinę. Pewnie siedziałabym tam dłużej, gdyby nie pani psycholog, która kategorycznie zabroniła dalszych pytań z powodu stanu w jakim się znajdowałam.
Wyszłam z budynku, który kiedyś był moim domem, może nie ukochanym, ale jednak. Mijając zgraje wszystko wiedzących fotografów wsiadłam do samochodu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Czułam jak smutek zaczyna dopadać moje ciało, a łzy domagają się wypłynięcia na powierzchnie. Zmuszona do zatrzymania ich zaczęłam szybko mrugać powiekami.
Chyba mi się udało, bo kierowca i mój wujek nie zareagowali.
- Podjedziemy do studia, dobrze? - zapytał mnie Dave uprzejmie. Okazywał mi tyle miłości i zrozumienia. Ta cecha łączyła go z mamą. Kiwnęłam głową wysilając się na miły uśmiech. Wyszło jak zawsze, czyli sztucznie.
Spuściłam głowę i wpatrywałam się w ekran mojego telefonu. Na tapecie miałam małe czerwone serduszko na czarnym tle. Wyglądało tak samotnie. Jak ja. Mała czerwona, zraniona kropeczka pośród całego świata, czarnego i przerażającego.
Starając się nie myśleć za wiele zablokowałam ekran i przeniosłam wzrok na widok za oknem. Wyłączyłam się.

~*~

W studiu jak zawsze było wiele ludzi, którzy nie zwracali na nikogo uwagi. Każdy zajmował się sobą i swoimi obowiązkami. Kroczyłam za wujkiem rozglądając się po znajomych pomieszczeniach. Nie zatrzymując się weszliśmy do pomieszczenia, które znałam lepiej niż, którekolwiek inne.
Chłopcy stali za szybą i śpiewali pewnie jakąś nową piosenkę. Może tą, o której mi wspominał Harry ostatnio. Dużo o niej mówił. Chwalił się, że wspólnie ją napisali, ale pomysł był jego.
Wpatrywałam się w jego skupioną twarz i zastanawiając się o czym śpiewają. Nagle wujek jakby mi czytał w myślach poprosił Paul'a by włączył muzykę z głośników.
Spokojna melodia, która rozluźniała mięśnie i uspokajała duszę. I te słowa...

You and I/ Ty i ja
We don't wanna be like them/ Nie chcemy być jak oni
We can make it 'till the end/ Możemy doprowadzić to do końca
Nothing can come between/ Nic nie może stanąć pomiędzy
You and I/ Tobą i mną
Not even the Gods above/ A nawet bogowie nad nami
Can seperate the two of us/ Nie mogą rozdzielić naszej dwójki 


Patrzył mi prosto w oczy i miałam wrażenie, że te słowa są kierowane właśnie do mnie. Oddychałam powoli i spokojnie, a serce waliło mi szybko, równo z sekundnikiem wybijający sekundy na zegarze obok. Piosenka trwała, chłopcy śpiewali, ale już ich nie słyszałam. Jedynym dźwiękiem jaki huczał w mojej głowie był rytm wybijany przez moje serce.

- Lola? - zapytał łagodnie Paul szturchając mnie w ramię. Wybudziłam się z transu, w jaki wprowadziła mnie spokojna i kojąca muzyka oraz chrapliwy głos Harry'ego. Westchnęłam zamyślona i uśmiechnęłam się delikatnie - Chciałabyś może mi pomóc? - zapytał.
Kiwnęłam głową. Przysiadłam na jakimś drewnianym stołku obok wielkiego fotela i przyjrzałam się wszystkim suwakom i przyciskom. Brunet podał mi wielkie, czarne słuchawki, które od razu założyłam na głowę.
Dźwięki rozchodziły się po moich uszach, a ja odruchowo przesuwałam niektóre suwaki wczuwając się w melodię. Czułam się lepiej robiąc to, co kocham. Zabawa dźwiękami mnie uszczęśliwiała.
W końcu gdy uzyskałam zamierzony efekt wcisnęłam guzik, który pozwalał by wszyscy dookoła słyszeli, co się dzieje za szybą. Poczułam taką dumę, gdyż melodia i słowa się zgrywały oraz były czyste. Oczywiście brak im było jeszcze końcowej obróbki, która nadaje spektakularny efekt całej kompozycji, ale jak na same początki nagrywania było całkiem nieźle.
Dave się do mnie uśmiechnął i pokazał mi kciuka wystawionego do góry, gest ten symbolizował, że jest okej.
W duszy uradowana znów spojrzałam w stronę szyby.
Znów trafiłam na refren, czyli część, którą śpiewał Harry.
Znów serce mocniej mi zabiło.
Szmaragdowe oczy wpatrywały się w moje błyszczące ze wzruszenia ślepia i emanowały radością.
Był szczęśliwy, bo to, co robił sprawiało mu radość.
Wszystko ucichło. Cisza zalała moje uszy i wypełniła mój mózg. Spowolnione ruchy nie pomagały mi w zrozumieniu sytuacji. Ktoś westchnął. Ktoś się zaśmiał. Trzask. Melodia. Ciepło.
Nim się spostrzegłam byłam w ramionach loczka, a co najlepsze to ja się w niego wtuliłam. To ja do niego podeszłam. To ja przerwałam nagranie, tylko po to by go przytulić. Usłyszałam w lewym uchu przesłodki chichot i poczułam ciepło na policzku.
- Wariatko ty - szepnął do mnie tak bym tylko ja mogła usłyszeć jego słowa.

~*~

Najpierw koszulka - powtórzyłam sobie w myślach. Idąc za swoim zamiarem skrzyżowałam ręce na dole bluzki, łapiąc przy tym końce materiału w dłonie. Sprawnym ruchem pociągnęłam ją w górę i przecisnęłam przez nią głowę.
Spodnie - kolejna czynność, którą wykonałam w zadziwiająco szybkim tempie. Podświadomie bałam się chwili, która miała nadejść. Przerażała mnie myśl, że to zobaczę, że będę musiała to zaakceptować.
Biorąc głęboki wdech, w samej bieliźnie, podeszłam do ogromnego lustra, które stanowiło kawałek drzwi mojej szafy. Zacisnęłam powieki ze zdenerwowania. Nabrałam powietrza do ust i wypuściłam go ze spokojem. Próbowałam się uspokoić, pomogło.
Uchyliłam jedną powiekę i pierwsze, co dostrzegłam to blade i wychudzone ciało. Miałam wrażenie, że nie płynie w nim krew. Było takie nie żywe. Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc i myślałam, że się zakrztuszę. Automatycznie otworzyłam szeroko oczy gotowa do kaszlu, ale coś mnie powstrzymało.
Dostrzegłam całe swoje ciało w szklanej tafli. Talie okrywał gips, który chronił moje zrastające się żebra. Na nogach było kilka rozcięć i żółte, już gojące się, siniaki. Były ogromne. Na boczku miałam ogromny plaster, który zasłaniał ranę. Była to blizna, którą ten tyran rozszarpał na nowo. Brzuch również pokryty był licznymi zadrapaniami, goiły się już powoli. Odwróciłam się tyłem i wtedy dostrzegłam na lewej łopatce ogromnego krwiaka. Pamiętam jak bolał, chyba najbardziej z tych wszystkich zadanych mi ciosów. Błyszczał się lekko, gdyż niedawno smarowałam go maścią wspomagającą gojenie się i niwelującą ból.
Właściwie całe ciało pokrywały liczne siniaki i kilka ran. Czułam jak moje oczy niebezpiecznie się błyszczą, czułam te łzy, które z każdą chwilą coraz bardziej chciały wyjść na powierzchnie. Połknęłam ślinę i zacisnęłam powieki blokując nadchodzącą fale płaczu. To nic nie dało, zanim się obejrzałam siedziałam na ziemi i zalewałam się histerycznym płaczem. Wiedziałam, że nie wyglądam dobrze, wiedziałam, że moje ciało jest pokiereszowane, ale wciąż odsuwałam od siebie myśl, że aż tak bardzo. Odważyłam się zobaczyć prawdę, nie żałuje.


~*~


"Kochana Mamo, 

Rany na ciele powoli się goją i pozostanie po nich niewielki ślad, gorzej z tymi rysami w moim umyśle. Nie umiem sobie poradzić z rzeczywistością. Często czuje strach przed ludźmi i tym, co mnie czeka. 
Boję się, że coś pójdzie nie tak jakbym chciała. 
Boję się, że on znów się pojawi. 
Boję się, że znów ktoś odejdzie. 
Boję się, że zostanę z tym wszystkim sama, na zawsze...
Wszystko wygląda jakoś inaczej... A może to ja inaczej to dostrzegam..
Wszędzie widzę ciemność i w każdej spotkanej osobie doszukuje się jakiegoś spisku przeciwko mnie... Chyba powoli wariuje. "


Odłożyłam zeszyt, zgasiłam lampkę i przykryłam się szczelnie kołdrą, nadal jak małe dziecko lękając się tego, co może być pod łóżkiem. Przymknęłam powieki i uspokajałam ciało. Czułam jak każdy mięsień powoli się rozluźnia i oddaje się w ręce odprężenia. Zadowolona z tego, że nie będę musiała długo leżeć mruknęłam cicho i wtuliłam się bardziej w poduszkę. W mgnieniu oka odleciałam do krainy snów.


~*~

Miałam wrażenie, że idę w mgle, tak gęstej jak bita śmietana. Przedzierałam się przez nią z przeczuciem, że gdzieś tam niedaleko jest cel mojej podróży. Pomagałam sobie dłońmi, torując drogę. 
Nagle owa mgła zaczęła się przerzedzać, a na jej końcu dostrzegłam nieduży, błękitny blask. W tej chwili zrozumiałam, gdzie jestem. Zaczęłam coraz szybciej przebierać nogami chcąc jak najszybciej się z nią zobaczyć. To na pewno ona mnie tu przeniosła w śnie, jak zawsze. 
Dostrzegłam ją w chwili, w której przeszłam przez owe światło. Stała w swojej białej sukni z delikatnym dekoltem. Jej ciemne włosy opadały kaskadami na kościste ramiona. Uśmiechała się tak jak zawsze, radośnie, ale i z troską. 
- Witaj śmieszko - powiedziała aksamitnym głosem, którego dźwięk od razu sprawiał, że chciało mi się uśmiechać. Podbiegłam do niej i rzuciłam się w jej ramiona. O dziwo udało nam się przytulić, a ja ją czułam, tak prawdziwie. 
- Mamo - szepnęłam w jej objęciach. Poczułam się o wiele lepiej. Jak ona była obok wszystkie smutki i zmartwienia jakby odpływały. 
- Tak bardzo się o Ciebie martwiłam...  - oznajmiła bardzo poważnie. Doskonale wiedziałam o czym mówi i, co ma na myśli. Posmutniałam na wspomnienie tamtych chwil, ale tylko na krótki moment - Przepraszam, że tak późno zainterweniowałam, ale tu w niebie również panują zasady, których jako twój anioł stróż muszę przestrzegać - powiedziała krzywiąc się delikatnie. Wyglądała tak młodo. 
- Tęskniłam - szybko zmieniłam temat, nie chcąc rozmawiać o tamtych zdarzeniach. Chyba zrozumiała mój niemy przekaz, bo od razu się uśmiechnęła i wskazała ręką skarpę z chmury, na której wspólnie usiadłyśmy. Nogi zwisały sobie swobodnie w przepaść. 
- Ciężko Ci, prawda? - zapytała po chwili ciszy. 
- Tak... - szepnęłam - Ale próbuję się jakoś pozbierać - dodałam podnosząc kąciki ust do góry, tworząc coś na wzór uśmiechu. Przyciągnęła mnie do siebie i otuliła ramieniem - Mamo, powiedz mi dlaczego to akurat mnie się przydarzyło? Przecież było już tak dobrze... - znów wyszeptałam ze łzami w oczach. Czułam, że zaraz się rozkleję. No, ale z kim mam o tym rozmawiać jak nie z nią? 
- Widzisz kochanie... Bóg zsyła na nas to, co możemy udźwignąć.. Widocznie stwierdził, że to jest ci w jakimś stopniu potrzebne - odpowiedziała. Z jednej strony byłam zła, że broni woli bożej, a z drugiej powoli dochodził do mnie fakt, że ma trochę racji. 
- Ale to mnie zniszczyło, ja nie umiem się podnieść... - powiedziałam niepewnie. Po policzkach poleciały pierwsze słone kropelki. 
- Tylko mi tu nie płacz! - wykrzyknęła troskliwie mama ocierając łezki - W niebie wszyscy mają się uśmiechać - dodała zalecając się do swoich słów. 
- Jak będzie teraz wyglądać moje życie? Przecież.. - chciałam dokończyć, ale przerwał mi palec przytknięty do moich warg. 
- Pamiętasz, co Ci kiedyś powiedziałam na ten temat? - zapytała retorycznie. Pokręciłam przecząco głową - Nie można szczęśliwym uczynić całego życia, ale można... 
-....uczynić obecny dzień - dokończyłam za nią, przypominając sobie to zdanie. Faktycznie dość często je powtarzała - Masz rację - przyznałam, uśmiechając się szeroko. Te słowa do mnie trafiły na nowo. 

Siedziałyśmy tak dość dużo czasu, przynajmniej tak mi się wydawało. Rozmawiałyśmy na wszystkie tematy i wciąż się śmiałyśmy. To spotkanie podniosło mnie na duchu i wzmocniło. 
- Mogę Ci zadać pytanie..? - zapytałam niepewnie. Kiwnęła głową wpatrując się we mnie zaciekawionym wzrokiem - Dlaczego nie powiedziałaś mi, że umierasz? Dlaczego dowiedziałam się tak późno? - zadałam dręczące mnie od lat pytanie. Nie mówiłam tego z wyrzutem, nie miałam jej tego za złe. W końcu kochałam ją całym sercem. 
- Widzisz.. Nie chciałam by ten czas, nasz czas, był naznaczony końcem, chorobą. U ciebie była nadzieja na to, że jeszcze wszystko będzie dobrze, u mnie jej już nie było. Czułam się z tym okropnie, dlatego nie chciałam Ci jej zabierać - odpowiedziała głaszcząc mnie po głowie - Jesteś całym moim sercem... - szepnęłam i niespodziewanie złożyła długi pocałunek na moim czole... 

~*~

Rano obudziłam się z takim przekonaniem, że dziś muszę zrobić wszystko by ten dzień był udany, by mama przestała mieć wyrzuty sumienia. Chciałam jej pokazać, że potrafię się podnieść i żyć dalej. 
Małymi kroczkami, do celu - takimi słowami mnie pożegnała.Wzięłam sobie każdą jej radę prosto do serca. 
Wyczołgałam się spod ciepłej kołderki i pobiegłam na bosaka do łazienki. Przemyłam twarz letnią wodą i rozczesałam moje skołtunione włosy. Zostawiłam je rozpuszczone, bo wiedząc, że coś zasłania moje siniaki na karku i szyi, czułam się pewniej. 
Na nogi naciągnęłam leginsy w kwiatki, a na górę założyłam zwykłą białą koszulkę z drugim rękawem. Stopy odziałam w ocieplane skarpetki, a na ramiona narzuciłam grubszy, szary sweter. W domu było dość zimno. 
Zbiegłam po schodach na dół i od razu zaglądnęłam do salonu. Na sofie leżał rozwalony Niall i spał, a w tle leciała jakaś kreskówka. Na fotelu obok siedział, tyłem do mnie, Liam. Oglądał i jadł kanapki z czekoladą. Nawet mnie nie zauważył. Uśmiechnęłam się i powolnym krokiem weszłam do kuchni. Tam było o wiele więcej osób. Coś szeptali, ale gdy tylko pojawiłam się w drzwiach, ucichli. 
- Cześć Lola - powiedział wesoło Malik, uśmiechając się radośnie. Odwzajemniłam uśmiech, o dziwo szczerze. 
- Zjesz z nami ? - zapytał Harry, wskazując na cały talerz naleśników - Sam robiłem - dodał i on również uśmiechnął się słodko. Już miałam odmówić, ale w jednej chwili przypomniał mi się widok mojego ciała. Skóra i kości.
Na to wspomnienie od razu kiwnęłam głową i usiadłam na wolnym miejscu. Nałożyłam na talerz jednego placka i posmarowałam go dżemem truskawkowym, który zostawiła nam babcia. Nie cackając się z widelcem wzięłam zawijasa w dłoń i ugryzłam kawałek. Był pyszny. Rozpływał się w ustach, ale za razem był bardzo chrupiący i wysmażony. 
Blair i Dave patrzyli na mnie z uśmiechem, pewnie dlatego, że dawno nie widzieli jak coś jem. 
- Poszłabyś ze mną na spacer? - nagle zapytał loczek. Spojrzałam na niego podejrzliwie. Kiwnął zachęcająco głową i przegryzł dolną wargę, zapewne ze zdenerwowania. 
Kiwnęłam głową i zabrałam się za skończenie naleśnika. 

--------------------------------------------------------
Rozdział jest trochę denny i nudny, ale muszę jakoś zacząć wprowadzać, coś na wzór równowagi. 
Znów pojawiła się mama, dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że dzięki tym objawieniom ta historia jest lekko fantastyczna. 
Ale w sumie gdyby nie ona, to Lola w wielu sprawach by sobie nie poradziła. 

Mam do was OGROMNĄ prośbę. 
Obserwatorów wciąż przybywa i przybywa i jest was tu dość sporo, ale komentarzy jest niewiele, jak na tylu obserwujących.. 
Więc prosiłabym by komentowało więcej osób, bo nie jestem pewna czy kończyć tę historię.. 
Może ona się już wam znudziła? Może nie jest już na tyle interesująca? 

Proszę was zastanówcie się i dajcie mi znać w komentarzach :)
No, a teraz jeszcze chciałam przeprosić za zwlokę z tym dodaniem rozdziału, ale musiałam się trochę zająć szkołą no i miałam kursy na weekendach :)
No, a tak wgl to pochwalę się wam, że mam 5 z polskiego! 
Jestem z siebie taka dumna! Bo u tej pani na prawdę nie jest łatwo. Uwierzyła we mnie i już nawet jako jednej z niewielu wpisała mi tą ocenę długopisem! 

Ale się rozpisałam! 
Jeżeli chcecie poznać kogoś nowego, bądź po prostu ze mną popisać to zapraszam!
Mój mail: yourselfbe950@gmail.com

Miłego weekendu i udanego tygodnia skarby! 
Całuje was mocno, Zaczarowana


Komentarze

  1. Szczerze, mówiąc to nie wiem co napisać :) Uwielbiam jej rozmowy z mamą, są takie prawdziwe ah. Brak mi słów. A momenty z Harry'm ? Dochodzę, gdy je czytam. To jest takie...takie... OJEJCIU no! Są takie słoodkie, że japa sama mi się cieszy. Warto czekać na Twojego autorstwa rozdziały, ponieważ tego nie da się zastąpić niczym innym. No i NARESZCIE mogę w komentarzu napisać: Zapraszam no moje opowiadanie :) http://life-fanfiction-harrystyles.blogspot.com/ @Harry_MyGod

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytalam pierwsza i druga czesc w 1 dzien i chyba z 10 razy plakalam ;>
    zamiast uczyc sie z historii i geografii to ja tu przezywam ;)
    Ale powiem Ci, ze warto :*
    Brakuje mi starej Loli, ale ciesze sie, ze Harry wreszcie wyznal jej milosc ;*
    Bardzo ciesze sie, ze przeczytalam to opowiadanie :)
    Dziekuje za to ;*
    Opowiadanie is PERFECT! ♥
    Trzymaj tak dalej ;)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest świetny. Nic nie zmieniaj. Czekam na następny:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Zeby nie bylo prawdziwy komentarz napisze później ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny! Ani troche nie byl nudny. Mam nadzieje ze Lola w koncu bedzie szczesliwa!

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko jest boski. Nie ma to jak znać takie osoby jak ty. Jesteś nie są mówią ta w tym co robisz i nie przestawaj :***. Nie mogę się doczekać co dalej wymyślisz misia <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeziu prosze nie koncz tego bo sie zalamie ;c ja po prostu kocham cie no !!! Tesknilam i wkoncu dodalas :) <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Zabraniam Ci myslec o usuwaniu a co dopiero usuwac. A jak reszta ocen rowniez tak samo dobrze .? Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie usuwaj masz wielki talent <3
    Czekam na next i zapraszam do mnie http://opowiadanie-tom.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialne!! I nawet nie myśl o żadnym usuwaniu :D ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Pisz dalej, to jedno z najlepszych opowiadań jakie czytałam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszesz cudowne opiwiadanie i NIE WAŻ SIĘ GO USUWAĆ. Mam nadzieję, że Lola wreszcie się otworzy przynajmniej przed Harrym. Może coś ciekawego wydarzy się na spacerze? Podobają mi się te rozmowy z mama- dodają magii temu opowiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie kończ tego opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie kończ tego opowiadania! Pisz dalej bo robisz to genialnie :) nie mogę się doczekać nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Twój blog został nominowany do Liebster Awards! Więcej informacji u mnie na blogu. http://im--so--sorry.blogspot.com/2014/06/dawno-zostaam-nominowana-do-liebster.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Jest cudowny! NIE KONCERT JESZCZE♥♡

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie kończ jeszcze* sorki, słownik mi zmienił

    OdpowiedzUsuń
  18. Ej to nie fair ja zaczełam dopiero czytać a ty chcesz już kończyć
    FOCH Z PRZYTUPEM I MELODYJKOŁ

    OdpowiedzUsuń
  19. świętny blog i masz jeszcze nie konczyć prosze zeby było tak jak przed wypadkiem loli ( mowa o Harrym i Loli )

    OdpowiedzUsuń
  20. Jest super, serio. Blog do podziwu, a rzadko się taki zdarza ;3 Styl pisma, pomysł na historię, całokształt- jestem zachwycona chociaż nie jestem fanką One Direction i to dopiero drugi blog, który tak bardzo mnie zafascynował. Jeśli chodzi o zakończenie tego opowiadania to...coż, nikt nie może Ci tego zabronić jednakże spróbuj nabyć trochę inspiracji i napisz coś jeszcze. Dla siebie. Dla nas. Dla mnie.
    Od dziś twoja wierna czytelniczka
    la Gajosica

    OdpowiedzUsuń
  21. tak bardzo się cieszę, że Lola wraca już do normalności, ma ogromne szczęście, że spotkała chłopaków i wujka, którzy jej bardzo pomogli. koniecznie pisz następny rozdział, bo już nie mogę się doczekać co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Boski! Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Wow! Jak ja dawno nie komentowałam!
    Rozdział genialny, z resztą jak wszystkie. Przepraszam, że tak krótko, ale nie mam weny... :/
    I na końcu:
    Mam zaszczyt poinformować Cię o nominacji, do LBA na moim blogu!
    Szczegóły tutaj:
    http://they-dont-know-about-us-niewidoczna-z.blogspot.com/2014/06/lba-1-informacja-o-kalendarzu.html

    OdpowiedzUsuń
  24. Przez 3/4 twojego opowiadaia plakalam!
    Jest takie piekne, wzruszajace, emocjonujace i pouczajace!
    Woesz ile ja sie tutaj rzeczy zyciowych dowiedzialam?
    Bohaterka jest bardzo silna za co podziwiam ja!
    Masz wieelki talent! <33333333

    OdpowiedzUsuń
  25. Nominuję cię do LBA :)
    Więcej informacji u mnie.
    no-rain-norainbow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Swietne! Przez 4 ostatnie rozdziały caly czas płacze. No może nie cały czas, ale większość. :'(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz